Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'zdrowie'.
Wyświetlam 1 notkę

Halo, halooo …c.d.

  • Napisane 3 maja 2009 o 01:11

Z zakończenia ostatniej notki wynikało, że jeszcze wrócę do tej tematyki.
Wspomniałam tam także o konieczności odbierania telefonu od dzieci, bo się mogą niepokoić o samotnie żyjącą, a niemłodą matkę ( powiedzmy, że to eufemizm ).
W komentarzu zaprotestowała Córka i może tak być, iż nie przejmuje się stanem mej osoby na wyrost, bo mieszkamy dość blisko od siebie i widzimy się często, więc dobrze zna realia i nie daje się ponosić wyobraźni.
Może jest też mniej przewrażliwiona na punkcie chorób, jak niegdyś moja Matka, która głosiła pogląd – „samo weszło, samo wyjdzie”, będąc zresztą jednostką krzepką, silną i, najogólniej biorąc, zdrową z natury.
Z przykrością muszę stwierdzić, że moja kondycja zdrowotna – po Tatusiu – do najlepszych nie należy, a szczególnie na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia.
Powstrzymam się powściągliwie od wyliczania trapiących mnie dolegliwości, z którymi przecież i tak jakoś nie najgorzej funkcjonuję przy pomocy medycyny i farmacji, a życzliwych ludzi też mi nie brakuje, którzy pomogą w razie czego.
Ale pewna przewlekła choroba, tzw.POChP ( tak diagnozuje pulmonologia ), mimo systematycznej terapii, miewa momenty niemiłych zaostrzeń i od jakiegoś czasu uległam strachowi przed uduszeniem się .
A szczególnie, kiedy przeczytałam o takich przypadkach, do których zaliczają się tak znane osoby, jak np. Kalina Jędrusik ( choć u niej to chyba jednak astma ) oraz, podobno, aktorka z obsady filmu – ” 4 wesela i pogrzeb”( odlotowa Scarlett – siostra bohatera, czyli Hugh Granta ).
Zdaniem koleżanki – farmaceutki za dużo czytam o chorobach i do tego, o zgrozo, ( według niej ) w Internecie!
Ostatnio, taką też opinię wyraził mój Syn, który wszakże to samo czyni, ale, ponoć bardziej rozumnie…?
I to właśnie telefonu od Syna nie wolno mi nie odebrać, od kiedy zwierzyłam się ze swego stanu lękowego przed ewentualnym zagrożeniem.
A z Synem, od wielu już lat, mamy głównie kontakty telefonicznie na bieżąco, a widujemy się, ostatnio, bywa że raz w roku ( na ogół jednak dwa lub trzy razy ).
Może cechuje go, podobnie jak mnie, większa wrażliwość wobec chorób, a może, jako głowa własnej rodziny i ojciec dwójki dzieci, za które odpowiada, bardzo przejęty jest także stanem zdrowia matki oddalonej o prawie 300 km.
Stąd też Syn walnie przyczynił się do tego, abym dołączyła do grona komórkowców, bo to bardzo ułatwiło nam utrzymywanie kontaktu podczas moich podróży do Krakowa.
Wiadomo – i pociągi, i autobusy bywają zawodne, niepunktualne, więc niemożność porozumienia się jadącego z oczekującym na dworcu może być denerwujące i mieliśmy takie doświadczenia, niestety.
Ale z ciągłym noszeniem komórki przy sobie czasem róznie bywa, a to się ją zapomni wrzucić do torby, a to musi zostać, bo włączona do ładowarki.
I tak się właśnie zdarzyło podczas tej długiej zimy, gdy z powodu częstych infekcji moje kłopoty oddechowe się nasiliły, a Syn codziennie informował się, co tam u mnie.
Któregoś dnia musiałam pilnie wyskoczyć do biura TP, co potrwało około godziny, a komórka została w ładowarce.
Czułam się już w ogóle lepiej, ale Syn nie był tego taki pewny i kiedy nie odbierałam telefonu domowego ani komórki, wstukał SMS i czekał jakis czas, zajęty swoimi sprawami, poczem ponowił próby około godz.20.
Ja znów nie odbierałam, bo trzeba trafu, że nie sprawdziłam komórki ładującej się i wyszłam do sąsiadki, co znów potrwało koło godziny i ledwo weszłam zadzwonił telefon.
To, oczywiście dzwonił Syn, który równocześnie wyraził swoją ulgę, jak i nieukrywaną dezaprobatę wobec mej lekkomyślnej osoby, nie dającej znaku życia przez kilka godzin.
No i okazało się, że spowodowałam spore zamieszanie w najbliższej, a nawet nieco dalszej rodzinie, a konkretnie u mego brata w Bogatyni, do którego także zadzwonił mój przejęty Syn, co poskutkowało, że tego jeszcze wieczora miałam rozmowy z bratem i bratową.
Gdybym nie odebrała jeszcze tego telefonu po powrocie od sąsiadki, mój Syn gotów był na powiadomienie miejscowej policji i wysłaniu jej pod adres matki, z którą może dzieje się coś złego…?
Rany Julek!
Afera, co się zowie i na szczęście wszystko dobre, co się dobrze kończy – ale głupio mi było strasznie, bo to moja wina, że tak swoim strachem ( chyba jednak przesadnym – tak myślę, gdy już lepej się czuję, ale… ) zasiałam tyle niepokoju w rodzinie.
Nie doszłoby też do takiej eskalacji, gdyby możliwe było nawiązanie wówczas kontaktu z Córką, do której jednak nikt z rodziny nie mógł się dodzwonić, bo akurat pracowała do godz.22, a w owym miejscu pracy komórki są niedozwolone i Ona tego przestrzega.
Według niej, zresztą, cała ta sprawa została zbyt wyolbrzymiona, bo, jak wiadomo, strach ma wielkie oczy i nie trzeba zaraz panikować.
A w pewnych sytuacjach nie pomoże żaden telefon, bo sama znam takie historie, ale obiecałam Synowi nie dostarczać więcej podobnej „rozrywki” i …tak mi dopomóż Bóg ( zwrot z przyzwyczajenia niż z przekonania ), jeśli znów nie zawiedzie jakieś łącze.
Sama przecież nie raz niepokoję się o swych najbliższych i lubię mieć wiedzę o nich na bieżąco i w miarę możliwości.


  • RSS