Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'nieudane-zwiazki'.
Wyświetlam 1 notkę

Niezbyt udany mariaż…i co dalej ?

  • Napisane 24 lipca 2009 o 01:10

Niechęć do stałego związku, a szczególnie formalnego, jakim jest małżeństwo, cechuje zatwardziałych kawalerów nie od dziś i częstym, wypróbowanym sposobem łapania ich w tę niewolę było i jest nadal dziecko „w drodze”.
Nie zawsze wynika to z wyrachowania partnerki, ale i tak bywa, a nawet jeszcze gorzej, gdy wrabia się kawalera w ojcostwo, nie będące jego dziełem.
Częsty to motyw fabularny w literaturze i filmie, a i z życia znamy takie przypadki, gdy znienacka prawda wychodzi na jaw, czasem nawet po wielu latach.
Ostatnio, przez uczone głowy zresztą, poddaje się w wątpliwość monogamiczność człowieka, wyróżniającą go spośród reszty żyjątek tego świata, i to nie tylko człowieka płci brzydkiej, [pięknej też ma to dotyczyć].
To tyle, tytułem wstępu, bo ja nie umiem tak od razu in medias res…
A tak po prostu, to moja sąsiadka – koleżanka opowiedziała mi o przykrych wydarzeniach w życiu rodzinnym pewnej naszej wspólnej koleżanki, matki dorosłego syna.
I właśnie ten syn, ( niegdyś licealny kolega moich dzieci ) kawaler do 37. lat, zmieniający partnerki jak rękawiczki i niefrasobliwy jak motyl ( przyznaję, że sympatyczny i z wdziękiem ), z dużym przyspieszeniem zawarł związek małżeński, a w niedługim czasie został także ojcem.
Ślub w kościele ( początkowe stadium ciąży zresztą ), huczne wesele, wybranka duużo młodsza i wkrótce synek ( podobno wcześniak ? ), czyli jakby samo szczęście, a jednak… niezupełnie chyba, skoro małżonkowie niedługo potem powrócili do swych pierwotnych rodzin i taki jest aktualny stan rzeczy.
Dokładniej, to właściwie młoda żona spakowała i wystawiła manatki swego męża do domu jego siostry w czasie jego nieobecności, a sama schroniła się u swych rodziców.
Jak się okazuje, nie są to jej biologiczni rodzice, gdyż w dzieciństwie została adoptowana.
I to jest bardzo ważny fakt z punktu widzenia naszej koleżanki, czyli teściowej i matki, bardzo ubolewającej nad odrzuceniem jej syna i dociekającej przyczyn.
Otóż z okazji pierwszej rocznicy urodzin swojego wnuczka złożyła kurtuazyjną wizytę, na której stwierdziła ogromne podobieństwo roczniaka do ojca jej synowej, co mogłoby mieć miejsce w przypadku biologicznego dziadka.
Ale wnuczek podobny do przybranego dziadka – jak to możliwe, przez zapatrzenie czy co…?
Zdjęcie wnuczka uzyskane na pamiątkę tudzież dokładne przepytanie syna o okoliczności związane z poczęciem dziecka jako owocu kilkumiesięcznej zaledwie znajomości doprowadziło ją do takiego stopnia podejrzliwości i ogólnej frustracji, że poszła po poradę prawną do adwokatki.
Należy jeszcze nadmienić, że jej syn miał przez cały czas utrudniony dostęp do dziecka i kiedyś usłyszał od niby-żony, że w tym dziecku nie ma ani kropli jego krwi.
W związku z czym przestał łożyć jakiekolwiek kwoty na utrzymanie swej niby-rodziny.
Przytaczam to, czego dowiedziałam się od sąsiadki, nie znając innych szczegółów i mając wiele różnych niejasności i wątpliwości.
Podobno syn naszej znajomej ( pouczonej przez prawniczkę ) doprowadził niedawno do badania DNA na poczet ustalenia ojcostwa, co opłacił z własnej kieszeni i jest na etapie oczekiwania wyników.
Oczywiście, też jestem bardzo ciekawa, jakie będą te wyniki, ale co muszą odczuwać sami zainteresowani i na jakich wynikach tak naprawdę im zależy, jak chcieliby dalej układać swoje życie?
Czy podejrzliwość naszej znajomej kiełkowała w niej od dawna, bo np. nie polubiła synowej i to podobieństwo wnuczka do dziadka dostrzegła na skutek zasugerowania się, czy też nagle stało się tak widoczne, że utwierdziło ją w pewnych domysłach?
Najogólniej jest mi żal tej dawnej znajomej, poznanej w młodości, z ktorą potem spotykałyśmy się przypadkowo jako matki licealistów i wymieniałyśmy uwagi o naszych dzieciach.
Sprawiała wrażenie matki szczególnie zauroczonej swym synem, bo miała także starszą córkę, aktualnie polonistkę w innym liceum i od dawna mężatkę oraz matkę.
Syn po studiach na AWF też próbował być nauczycielem, ale jakoś mu to nie wyszło ( nie będę rozwijać tego wątku ) i oddawał się swej pasji, grze na gitarze w zespole muzycznym, czyniąc z niej również źródło zarobkowania, ponoć z różnym skutkiem.
I, jak wspomniałam na wstępie, przyzwyczajał się do statusu kawalera i luzaka, mieszkając wciąż przy rodzicach, aktualnie z owdowiałą matką.
Może za jakiś czas będę w stanie przedstawić epilog tej sprawy lub jakieś jej uzupełnienie ?

Ps. Wszelkie podobieństwo do znanych Państwu osób należy uznać za przypadkowe…


  • RSS