Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'chorowanie'.
Wyświetlam 1 notkę

Starość nie radość – czyli narzekanie

  • Napisane 10 lutego 2009 o 17:14

„Staroszcz nie radoszcz”, jak napisała Małgośka w komentarzu pod swą niedawną notką o jedzeniu i kulinarnych upodobaniach.
Cytuję ją z niejakim zdziwieniem, bo zgodnie z wiekiem, mogłaby córką mą być, więc u niej nieco za wcześnie na takie stwierdzenie, ale to był raczej taki żart z jej strony…
Mnie już powoli coraz mniej do żartów z wieku, bo naprawdę nie mamy pojęcia w młodości, co to się z człowiekiem może dziać od momentu przekroczenia magicznej liczby 65, choć też to różnie przebiega u różnych osobników i zawsze jakieś wyjątki są ( ponoć potwierdzają jednak regułę ).
Niechcący wysypałam się, a przecież kobieta tradycyjnie ukrywać lubi swą metrykę, a jeszcze trochę czuję się kobietą, ale już jakby mniej – „bo przemija uroda w nas – jak zima w La Paz”.
Staram się, jak dotąd, unikać na blogu tematyki politycznej oraz wiekowo – zdrowotnej, bo dostatecznie dużo mam jej na co dzień w realu.
Ale – „czasami człowiek musi, inaczej się udusi -uuuu”…
No, bo właśnie od wczesnej jesieni minionego już roku nie zdołałam się zaszczepić przeciw grypie z powodu nieodpowiedniego do szczepienia stanu zdrowia.
Zanim pomyślałam, że czas się zaszczepić,( a ociągałam się też, bo w pełni przekonania nie mam i tak naprawdę to jak w czeskim filmie, „nikt nic nie wie”- widziałam go w kinie dawno, dawno temu ), to mi się oskrzela zapaliły ( powtórka z wiosny ), co poskutkowało antybiotykiem na tydzień.
Po leczeniu antybiotykiem trza odczekać, bo organizm słabuje, a ponieważ słabuje, to znów chwyta rózne drobne ustroje, co czają się wszędzie … i karuzela zaczyna się kręcić.
Karuzela ze mną – słabą babą – z małymi przerwami kręciła się do zakończenia roku.
Udało mi się wyprawić moje grudniowe imieniny i tu mam podejrzenie, że ktoś z gości, niechcący, obdarował mnie jakimś noszonym przy sobie, w sobie, na sobie – drobnoustrojem, bo pocałunki przy składaniu życzeń, owszem, były.
Przechorowanie świąt pozwoliło mi wprawdzie uniknąć tradycyjnych obchodów ( nie przepadam ), ale objawy grypowe nie były łatwe do znoszenia, a antybiotyk tym razem niewskazany, tylko konieczność zwiększenia dawek mych stałych leków wziewnych na drogi oddechowe.
I tak w kiepskim stanie zdrowia i ducha weszłam w nowy rok 2009, dodatkowo zgnębiona zmartwieniami i niezbyt pomyślną sytuacją ( oględnie mówiąc) życiową mej córki, którą poczęstowałam tego wieczora posiadanym w apteczce, czyli szufladzie, Hydroxizinum.
Nie pisałam na swym blogu do tej pory, bo bez papierosa prawie tego nie potrafię, a palenie wówczas było szczególnie nie polecane, a nawet prawie niemożliwe.
A kiedyś myślałam optymistycznie, że do starości to się zdążę uwolnić od tego nawyku, a to mocny nałóg jest, a moja silna wola jakaś słaba.
Więcej już dziś nie napiszę ( bo palić, palić !), ale w nowym roku aktualnie się jakoś odnalazłam na blogowisku i może dalszy ciąg za jakiś czas też nastąpi…?


  • RSS