Przeglądasz archiwum 2011.
Wyświetlam 1 - 10 z 36 notek

Nadchodzi NOWY ROK 2012…czas na ŻYCZENIA

  • Napisane 31 grudnia 2011 o 17:15

 

   WSZYSTKIM BLOGOWYM ZNAJOMYM – WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA  NOWY ROK - serdecznie życzy KWOKA

Idą ŚWIĘTA…AD 2011

  • Napisane 23 grudnia 2011 o 00:24


  
  Święta już …tuż, tuż  i nie wypada mi tak zupełnie obojętnie potraktować mego starego, poczciwego bloga,  kiedyś jedynego, a ostatnio porzuconego na rzecz  ” nowszego modelu „.
  A może TU jeszcze czasem zajrzą dawni czytelnicy ( po komentarzach widzę, że  czasami się to zdarza )
  a zatem z myślą o NICH zostawię  dziś jakiś ślad swej obecności, choćby w postaci poniższych obrazków
  ( bo, prawdę mówiąc, ostatnimi czasy wolę się wypowiadać pismem obrazkowym niż pisać sążniste wypracowania,
   jak to miałam kiedyś w zwyczaju – zdaje się… zagraża mi wtórny analfabetyzm…? )

 A więc niech dzwoni ten symboliczny dzwoneczek i ogłasza nadchodzące  ŚWIĘTA   – BOŻE  NARODZENIE
  AD 2011

  WSZYSTKIM  … EWENTUALNYM, A NAWET CAŁKIEM PRZYPADKOWYM,  CZYTELNIKOM -
   JAK NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE -  składa  KWOKA na DOLINIE

ANEKSIK…TUDZIEŻ C.D. – TO LUBIĘ CZYTAĆ

  • Napisane 22 listopada 2011 o 02:00

 

    
 ” POLITYKA” – NIE MA TO JAK JAK DOBRA  PUBLICYSTYKA NA POWAŻNIE ,  ALE I NA WESOŁO  – STANISŁAW   TYM ( CZYTAM W REALU , PRAWDZIWĄ PAPIEROWĄ WERSJĘ , JEŚLI MI CÓRCIA POŻYCZY – EWENTUALNIE WYDANIE WIRTUALNE. PODZIWIAM WYMOWNE OKŁADKI!!

PLOTECZKI , ALE ZE SMACZKIEM I NA POZIOMIE  – CZYLI  ” MAGIA MAGLA ” – WYDANIE WIRTUALNE  ( PATRZ: LINK U MNIE)

 
JEDNA  Z TYCH KSIĄŻEK , DO KTÓRYCH MOGĘ WRACAĆ  – ALE JUŻ DAWNO  TEGO NIE ROBIŁAM, NATOMIAST  OSTATNIO CZYTAM WYBRANE
 FRAGMENTY STAREGO WYDANIA  - ” MARII I MAGDALENY” MADZI KOSSAKÓWNY – SAMOZWANIEC

MOJE OSTATNIE LEKTURY – relacja obrazkowa

  • Napisane 21 listopada 2011 o 01:56

 
Wreszcie zdecydowałam się  dokonać zakupu książek przy pomocy znanych księgarń wysyłkowych,
  jak przystoi rasowej kilkuletniej internautce, która już dokonała tą DROGĄ kupna lodówki ( oczywiście,
  nie w księgarni, a w sklepie AGD ) oraz z przyjemnoscią i zadowoleniem z siebie reguluje wszelkie płatności
 przelewami z konta bankowego w Necie.
  Pierwszym adresem, gdzie zamówiłam wybrane książki, była oficyna wydawnicza Agory, czyli – Kulturalny
Sklep.pl , bo tam, w zasadzie przypadkowo, znalazłam książki, które dawno mnie zainteresowały, a nie  posiada
 ich, niestety do tej  pory, nikt z moich znajomych. A poniżej przedstawiam ich okładki,  ( zdjęcia znalezione na 
  stronie internetowej owej księgarni wysyłkowej ) natomiast przysłane książki postanowiłam podarować Córce
                  
  Tym samym połączyłam przyjemne z pożytecznym – sprawiłam przyjemną niespodziankę Dziecku  ( mól
 książkowy od zawsze ), a książki juz będę miała od kogo pożyczyć. Prawdę mówiąc, dotąd ich nie pożyczyłam,
 bo akurat miałam okazję  do czytania czegoś innego.
  Poza tym od pewnego czasu z ciekawością zaglądałam pod adres bardzo znanej, popularnej w Necie 
  księgarni
 
  W tej właśnie księgarni ( patrz: powyższy obrazek reklamowy, ściągnięty z Netu ) znalazłam inne interesujące
  mnie książki, z których jedną  mogłabym pożyczyć od koleżanki, ale doszłam do wniosku, że tę pozycję wolę
 mieć własną i czytać ją bez pośpiechu, dawkując sobie jej treść , bo to nie powieść, a za to wiele ciekawych
 faktów, do których można wracać, przypominać sobie po upływie czasu… 


     Oto dwa tytuły tego samego autora , odnoszące się w swej treści do  okresu dwudziestolecia międzywojennego,
    które  to lata mnie bardzo interesują , także i dlatego, że moja wiedza o tych czasach – wyniesiona  ze szkół
    w latach PRL  – jest raczej  dość  mizerna. Wiadomo,  II Rzeczpospolita to był wtedy bardzo niedawny okres
    w dziejach naszego kraju, słabo opracowany,  niechętnie i niekorzystnie interpretowany… itp. Nie będę drążyć  tematu, wiemy ,  o co chodzi… ale dla pokoleń po II wojnie to były lata życia naszych bezpośrednich przodków -  lata dzieciństwa  
    i młodości  naszych rodziców, o których ONI mówili ze wzruszeniem i sympatią – jak to o wspomnieniach.
    Wracając do powyższych książek, zakupiłam obydwie pozycje, przy czym tę pierwszą – o elitach artystycznych -
    zatrzymam właśnie dla siebie, natomiast tę drugą będę miała na  odpowiedni prezent imieninowy  dla koleżanki,
    od której miałam właśnie  tę pierwszą pożyczyć. Będzie miała zatem interesujący komplet w swym 
   ogólnie bardzo bogatym księgozbiorze.

      Myślę, że chętnie  zajrzałabym  do wnętrza tej książki , kierując się sympatią  i uznaniem  dla tych  dowcipnych 
   autorów, znanych mi od dawna z  mediów  – radio, TV , a także czytając – od czasu do czasu ich blogi ( mam
   je nawet w  linkach na marginesie mego bloga ). Ale chyba nie będę jej sobie kupować…

Ciekawostki zakulisowe znanego serialu

  • Napisane 31 sierpnia 2011 o 00:58

  Odc. 18 „Poszukiwany Gruppenführer Wolf”: Wrocław – okolice ul. Katedralnej,
 Most Tumski, Ostrów Tumski. Zdjęcia obozu jenieckiego nakręcono w Łodzi przy   ul. Żeromskiego 115.
(Opracowano na podstawie materiału źródłowego – opis odcinków na stronie filmpolski.pl:[3])
*****************************************************************************
  Powyżej cytat z oficjalnego źródła wiadomości w Necie na temat bardzo
  popularnego polskiego serialu telewizyjnego w czasach PRL.
  Tytuł tego serialu, dziś zwanego kultowym, a nawet ” serialem wszech czasów ”
   to – ” Stawka większa niż życie”, a tegorocznego lata  znalazł się w powtórkowym
  programie w TVP, o czym zbyt późno się dowiedziałam. A chętnie bym obejrzała
  co tydzień kolejny odcinek, gdyż niewiele już właściwie z niego pamiętam
  i nigdy też nie udało mi się trafić na powtarzanie w TV. I właśnie z całego
  serialu ” załapałam ” się na jego ostatni, czyli 18-ty odcinek – vide
  przytoczony na wstępie cytat. A piszę o tym szczególnie z tego powodu,
  że mój kolega – scenograf ( patrz: jedna lub dwie z tegorocznych notek )
   należał do ekipy twórców tego serialu, aczkolwiek tylko czterech
  części i właśnie także tej ostatniej, czyli 18-tej. Niejednokrotnie nam o tym opowiadał,
  ponieważ był to bardzo istotny moment w jego zawodowym życiu - pierwsza
  praca w charakterze scenografa filmowego po b.krótkim epizodzie w teatrach
  łódzkich ( co było zgodne z jego planami i marzeniami oraz przygotowaniem
  u wybitnego prof.Stopki, ale wręcz niemożliwe do spełnienia w ówczesnych   realiach ).
  I na ogół każdy z nas szczególnie pamięta swą pierwszą pracę, a tym bardziej
,  kiedy łączy się z sukcesem, a tak było w sytuacji mego kolegi, który już
  od wtedy do emerytury związał się zawodowo z filmem, jako pracownik etatowy
   Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi przy ul.Łąkowej( dziś już nie istnieje
  jako taka, a jej lokale wynajmowane są przez różne podmioty), a potem w 
  stolicy. Z poznanym wtedy reżyserem serialu , A.Konicem, pracował później
  przy innych produkcjach i wspomina go z wielką sympatią. Właśnie nie tak
  dawno media doniosły o jego zgonie. 
Także niedawno opowiadał nam Kolega o swym uczestnictwie w jednym ze spotkań
  organizowanych przez, dość prężnie działającą, grupę fanów serialu, którzy
  mają nawet swą stronę w internecie – zamieszczam poniżej
  jako link. Ja zajrzałam kiedyś

   z ciekawości - 
http://www.stawkologia.pl/


 
Zamieszczone powyżej zdjęcia otrzymałam od mego Kolegi
  ( to jego podobizna na tej miniaturze, obok grupowego zdjęcia ekipy,
   na pamiątkę 1000-nego klapsa, co miało miejsce w czasie kręcenia plenerów
we Wrocławiu. Na zdjęciu zbiorowym, choć Kolega jest na  pierwszym planie fotki, ale jego twarz poruszona - zamazana, więc dlatego dałam tę miniaturkę,
  też, zresztą, pochodzącą z serii zdjęć z wrocławskich plenerów ).
Zdjęcie pierwsze – ukazuje kręcenie scen plenerowych na Ostrowie Tumskim,
  na drugim widać powstawanie scen z Dworca - Wrocław Główny ( czyli Breslau ), a poniżej
  zamieściłam fotkę samego Dworca ( z internetu ) – dla porównania z rzeczywistością spoza filmowego planu.
  Na tym ostatnim grupowym pamiątkowym zdjęciu na pewno wszyscy rozpoznają
  bohatera serialu kpt.Hansa Klossa( niestety – brak tu jego głównego antagonisty – Brunnera)oraz młodą Beatę Tyszkiewicz w ostatnim rzędzie
(ja zupełnie zapomniałam,
 że grała w tym serialu ). A te zdjęcia to mój Kolega – scenograf otrzymał
  właśnie od fanów, z którymi się spotkał, ale już nie jestem pewna, gdzie-
  czy jednak nie w Łodzi ?
  Kończę tę notkami zdjęciami dwóch budynków w Łodzi, które także „grały „
  w omawianym serialu – określone dla nich miejsca akcji.


 

 Aktualne zdjęcie ślicznego pałacyku dawnego fabrykanta – Oskara Kona przy  ul.Targowej 61/63 - od lat będący siedzibą słynnej ” filmówki „   łódzkiej, natomiast na zdjęciu wyżej – III LO im.H.Sienkiewicza( przy ulicy
tegoż pisarza ).  I TO WSZYSTKO – z mojej strony, choć nie o MNIE.

P.S lub aneksik do poprzedniej notki

  • Napisane 6 sierpnia 2011 o 00:25

  
   Ponieważ owe dwa tomy „Autobiografii ” J.Chmielewskiej nadal są w moim zasięgu (tak w ogóle,
  wypożyczone z publicznej biblioteki i wkrótce do zwrotu ), sprawdziłam, że na drugie imię,
  nadano jej na chrzcie – Barbara. Jak nadmieniłam w poprzedniej notce,z obu imion  nie była
  zadowolona – wiadomo, kwestia gustu, bo imiona, jako takie, z typu popularnych ( wówczas )
  i z grubsza nieudziwnionych.  Ale sama znam, nawet z bliska, osoby niezadowolone z jednego, 
  a nawet i wszystkich imion, narzuconych przez rodzinę, w efekcie posługujące się z czasem,
  jeszcze innym imieniem -  np.od bierzmowania  albo „od czapy „. 
  A taka np.Dzidzia, Dziunia, Lala, Nusia, Misia, Niusia  – pieszczotliwe imię domowe w dzieciństwie,
  czasami ciągnie się przez resztę życia i też znam takie panie w realu, niektóre bardzo wiekowe.
  Biografia Chmielewskiej jest niezmiernie bogata w różnorodne dygresje, często bardzo interesujące,
  same w sobie i wiele z nich dotyczy spraw obecnie aktualnych.
  Moją uwagę bardzo zajęła kwestia niewłaściwego ( czyli niezgodnego z zasadami gramatyki naszego
  języka) używania form zaimka osobowego ” MI „zamiast wersji ” MNIE „. Bardzo mnie ucieszyła
  ta dygresja, dość ostro zresztą sformułowana, bo od pewnego czasu bardzo MI ( tu dobrze przeze
  mnie użyta forma skrótowa ) się rzuca w oczy ta nieprawidłowość i nie wiem, czemu – jakaś moda
  na zaczynanie zdania od ” MI „. MI SIĘ TO NIE PODOBA ! I nie jestem w tym osamotniona, co jest
  istotne dla mego  EGO…
  I to by było na tyle, i nara… ( !!) 

Lektura na dobre samopoczucie

  • Napisane 5 sierpnia 2011 o 03:29

 
   Joanna Chmielewska – rocznik 1932 – nie do uwierzenia,patrząc na foto pisarki, załączone do jednego z wywiadów - elegancka, zadbana, widać poczucie humoru 
 ma dobry wpływ na kondycję psychofizyczną człowieka …  Wszak, ponoć -                   „śmiech to zdrowie” i kierując się tą maksymą, zabrałam się do czytania pierwszych dwóch części ” Autobiografii ” pisarki, przynajmniej, na razie, na początek , a potem zobaczę, czy będę miała ochotę na kolejne tomy
 dziejów tej znanej, popularnej autorki specyficznych , bo dowcipnych z reguły, powieści kryminalnych. Czytałam zaledwie kilka  i to bardzo dawno temu
 - np. „Lesia”, ” Wszystko czerwone”, ” Boczne drogi „,  jeśli pamiętam
    
  ” Od trzydziestu lat pisze książki. Wyłącznie bestsellery. Niezmiennie tkwi na szczytach popularności. Podobno jest najlepiej zarabiającym polskim pisarzem (…). Dowiedziała się, że jej książki uratowały od bankructwa dwa wydawnictwa i jedną drukarnię”. Oto znaleziona opinia o Joannie Chmielewskiej-(pseudonim
 literacki).
 
 A poniżej cytuję wyjaśnienie
  samej pisarki na ten temat :
 
” Akurat rozwodziłam się z moim mężem. I pomyślałam sobie, że może mieć do mnie pretensje, bo szargam jego nazwisko po literaturze, jego zdaniem podrzędnej.”

  Ponieważ,zgodnie z rzeczywistością Joanna Chmielewska – de facto Irena Beckier Kuhn ( umlaut ) – informacja ode mnie, za Wikipedią. Imię Irena prawdziwe, a jakie drugie, aktualnie zapomniałam? Ale obydwa nie były lubiane przez nią, a i tak rodzina nazywała ją Dzidzią, jak to często bywa wobec dziewczynek
 Joanna – imię z własnego wyboru przy bierzmowaniu, co mnie takze się bardzo,a nawet głównie podobało z tego sakramentu, że można było sobie nadać imię , choć też nie każde, a chyba typowo katolickie, ze świętymi patronami. 
  Sama miałam tylko jedno imię i też bez entuzjazmu noszone, więc piękne imię  i do tego mej Przyjaciółki – Elżbieta -  dało mi wielką satysfakcję.
 To był w mym życiu, jak dotąd, ostatni sakrament, ale AUTORKA , W BARDZO MŁODYM WIEKU  na ślubnym kobiercu w kościele i w welonie. 
Pisząc o faktach z biografii pisarki, porównuję  wiele z nich z własnymi, co przede wszystkim towarzyszy mi przy czytaniu, bo przecież dzieli nas tylko 7 lat różnicy wieku, a to w moim obecnym wieku niewiele.
 Lektura bawi mnie naprawdę, a to jest mi teraz bardzo potrzebne jako przyjemna terapia psychiczna. Wynotowuję  także niektóre zdania, jako  celne sentencje, czy też wyjątkowo dowcipne powiedzenia. 
 A oto kilka przykładów :
 Motto drugiej części pt. ” Pierwsza młodość „  – ” Uczmy się na cudzych błędach, bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy „
 
” Stracić cnotę to jest sztuka na raz i nie należy marnowac jedynej okazji w życiu byle jak, byle kiedy i z byle kim ” – pogląd bardo słuszny w 16-tym roku 
życia , szczególnie – fakt !

 ”Mężczyźni? Owszem, lubię ich, ale ci zwyczajni, przeciętni śmiertelnie mnie nudzą. Poza tym mają jedną straszną wadę. Oni chcą codziennie jeść.” To już refleksja dojrzałej kobiety i nie dziwne, że rozwiedzionej

„Zmartwiony człowiek powinien się posilić, żeby mieć siłę się martwić” – niewątpliwie bardzo słuszne, racjonalne podejście ;)))


 Na zakończenie jeszcze kilka cytatów z wypowiedzi pisarki:
 ” Trudniej jest czasami nie myśleć, niż myśleć. „
 ” Lepiej grzeszyć i żałować. Niż żałować, że się nie grzeszyło.
 ” Kobieta:
- do niczego nie da się zmusić
- do wszystkiego da się namówić.”
 ”Mężczyzna, jak wiadomo, składa się głównie z żołądka.”
———————————————————————————-

” Daremne żale ” – w/g poety

  • Napisane 20 lipca 2011 o 03:53

Wieść smutna to i niedawna – moi Przyjaciele postanawiają nieodwołalnie sprzedać tę swoją wiejską posiadłość i podobno jest to już ich ostatnie lato na wsi.
Na razie nie znalazł się jeszcze żaden godziwy kupiec, bo za byle jakie pieniądze, to wręcz grzech byłby dla sprzedających.
Miałam jeszcze zamiar bardziej szczegółowo opowiedzieć o tym miejscu, gdzie przez 30 lat, z hakiem, dość często bywałam, czasem nawet nocując, ale po tej wiadomości straciłam też ochotę, a do tego na miejscu zdjęć z poprzedniej notki tematycznie powiązanej są puste białe place z krzyżykiem i nic nie daje klikanie oraz zaglądanie na panel admin.
A skoro nawet na blogu znika mi ich urocza posiadłość, to już jakiś omen…
No, cóż pozostanie jeszcze garstka zdjęć z tego miejsca i wspomnienia o koleżeńskich spotkaniach,

 

Gospodarze niezwykle gościnni – jak widać na zdjęciach – a często odwiedzające to koleżanki szkolne, w przeważającej częsci ponownie samotne ( na tym zdjęciu jedna w pierwszym roku żałoby ).

Przy stole – jako uczestniczka urodzinowego przyjęcia

Podwieczorek  ” na trawie ” – tym razem tylko ze mną…( w czasie któregoś pobytu )

Przyłapana na miłym wypoczynku na łonie przyrody – w jakąś niedzielę w tym wiejskim zaciszu

Mój ulubiony fragment posiadłości – jedyny zachowany budynek dawnej wieśniaczej zagrody – autentyczna glinianka ( letnia kuchnia )- naprawdę bardzo chłodne wnętrze.
To jest jej stadium początkowe, oczywiście, bardzo uporządkowane i upiększone, ale Kolega miał jeszcze inną wizję tej pierwotnie ” kurnej chaty „.
Jako artysta- plastyk marzył o swej pracowni w tym domeczku, o swym cichym azylu i dawna glinianka ulegała kolejnym przemianom – najpierw na zewnątrz( ściany, nowe drzwi, okienka z okiennicami), a potem w środku.
Kolejne zdjęcia – wersja obecna.

A oto najnowsze oblicze ” kurnej chaty ” w chwili pełnego rozkwitu lata – ubiegły rok i okrągła rocznica urodzin Kolegi, tam fetowana.

Obrazki z wnętrza glinianki – czyli zakątek- PRACOWNIA ARTYSTY

Żal mi tego uroczego zakątka, ale jeśli tak musi być, to cóż…

Prezentacja pewnego miejsca w moich stronach

  • Napisane 10 lipca 2011 o 05:10

Na jednym krańcu naszego miasta jego dawni mieszkańcy zasadzili drzewa i tak powstał tzw. tutaj Mieski Las , a za nim znajdują się okoliczne wioski – jak np. SERECZYN , gdzie był nawet kiedyś młyn nad jednym ze stawów , co jeszcze niektórzy starsi pamiętają i z  którego obecnie nie ma już śladu.
Za to stawy jakiś przedsiębiorczy człowiek świetnie wykorzystał na hodowlę ryb i smażalnię – niewielką  początkowo, a teraz to spory obiekt gastronomiczny z własną stroną internetową i bardzo uczęszczany przez miejscowych oraz przyjezdnych smakoszy dania z rybką.
Przeważa pstrąg, ale i inne rybki też bywają – np.karp – i w różnej postaci kulinarnej.
Można tamtędy bocznymi drogami przez kolejne wioski dojechać do Rzgowa – a stamtąd w jedną stronę do Łodzi, a w drugą do Tuszyna … i dalej szosą np. do Krakowa.
Czasami jeżdzi tamtędy moja córka do lub z pracy w Rzgowie i ostatnio zatrzymała się  na obiedzie z pstrągiem w drodze do domu ( napisała także notkę o tym , ale bez zdjęć, co ja – niniejszym czynię… )
Jak widać na zdjęciach – sympatyczne i malownicze miejsce, które bardzo się rozwija – przybywa  domków na palach, ozdobnych grobli i mostków, pracowników obsługi, stołow i ławek.

Jednakże trzeba mieć jakiś własny środek komunikacji, choćby rower – bo per pedes  nieco daleko, jak dla mnie np. , a przecież dawniej okoliczni tak się przemieszczali.
Jeszcze moi koledzy w szczenięcych latach biegali się tam kąpać ( w latach powojennych  ) i  widzieli tam ten młyn…
Nie tak dawno zostałam tam zawieziona samochodem i wreszcie na własne oczy zobaczyłam ten Sereczyn, o którym słyszałam od dzieciństwa.
Bardzo mi się podobała cała wycieczka przy pięknej pogodzie, a ta niby Osada Rybacka  – tym bardziej.
Gorzej, że nie zachwycił mnie smakowo pstrąg z rusztu.
Ale ja obecnie mam jakieś problemy smakowe i trawienne, bo ten pstrąg chyba zły nie był… ? 
 

 
  

A’propos nałogu nikotynowego…

  • Napisane 7 lipca 2011 o 19:58

 
  
Nie mogę podpisać  pod zdjęciem : oto MÓJ OSTATNI PAPIEROS,  ale na pewno mogę, że to moje ostatnie zdjęcie ( i w ogóle jedno z nielicznych w trakcie tej nagannej czynności ) w czasie  zaciągania się dymkiem. 
Zdjęcie przedstawia rzeczywistość sprzed roku, czyli dokładnie pod koniec czerwca  2010, w uroczym miejscu, jakim jest wiejski domek mych przyjaciół – vide zdjęcie obok mnie.
A siebie wycięłam z fotki większej grupy innych uczestników przyjęcia z okazji urodzin Gospodarza domku, a także  fotkę  ową  bardzo zmniejszyłam z pewnych przyczyn ( mniejsza o to ).
Już wtedy nie powinnam była palić, ale nadal jakoś lubiłam ten nałóg i ostatecznie rozstałam się z nim w połowie  października tamtego roku, a teraz mamy – jakby nie było lipiec  kolejnego roku.
Jest szansa, że w  dniu 15.10.b.r.  minie pierwsza ROCZNICA, bo już nawet nie posiłkuję się e’papierosem, najwyżej na niego patrzę – czasami…
——————————————————————————–
Poniżej - również JA w  tych cudnych okolicznościach przyrody.

 

Obok mnie widać malownicze i zadbane otoczenie letniego domu na wsi, na prawdziwej wsi, nawet znacznie oddalonej od naszego miasta ( a nie jakaś tam działka w mieście ).
Para mych przyjaciół ( para małżeńska, uzupełniam ;)) prawie 30 lat temu kupiła tę wiejską zagrodę za niewielkie wtedy pieniądze ( bez pola uprawnego jedynie ) i stworzyła tam sobie własny kawałek raju , o czym jeszcze kiedyś więcej napiszę i pokażę na obrazkach… 
Jeszcze tylko fragment ogrodu z hortensjami i już…

 

 


  • RSS