Przeglądasz archiwum Wrzesień, 2010 .
Wyświetlam 1 notkę

To lubię

  • Napisane 5 września 2010 o 12:05

„To lubię” – taki tytuł nosi jedna z ballad A.Mickiewicza i akurat nie należy ona do najbardziej znanych utworów naszego wieszcza.
Tak myślę, ale też w ogóle nie wiem, jak obecnie przedstawia się znajomość twórczości tego poety w społeczeństwie?
I na tym poprzestanę bez dalszego rozwijania tego zagadnienia, bo to tylko krótkie słowa wstępne do notki, w której „mam za zadanie” opisać to, co JA lubię, wybierając 10 ulubionych rzeczy – spraw – czynności, czyli 10 obiektów darzonych sympatią.
Użyłam zwrotu – „mam za zadanie” – bo ta tematyka to nie mój własny pomysł, ale uczestnictwo w pewnego rodzaju zabawie zaproponowanej przez jedną z autorek blogowych i na zasadzie łańcuszka podawanej dalej poprzez blogi.
W pierwszej chwili próbowałam się wykręcić i odmówić Stardust, która mnie „wrobiła” w tę zabawę, ale nie tak łatwo Jej odmówić ( przyzna chyba każdy, kto Ją trochę zna ), a poza tym – lubię Stardust i, poniekąd, lubię pisać…, więc w końcu, czemu nie zmierzyć z tym tematem?
Tym bardziej, że wymaga on zastanowienia się nad sobą, refleksji nad życiem, a to przecież LUBIĘ…
Z powyższego wstępu wyłania się mimochodem kilka przyczynków do rozwinięcia, kilka motywów istotnych w mym życiu i w moich upodobaniach, a zaznaczonych wyrazem – „lubię”.
I może od nich zacznę, skoro same się wyłoniły:

1. LITERATURA – w najszerszym znaczeniu, od dzieciństwa do dziś.
Z biegiem czasu zmieniały się moje gusta i potrzeby.
Od baśni, szmirowatych romansideł do dzieł wybitnych pisarzy, od prozy do poezji, od beletrystyki do literatury faktu i publicystyki.
Książki, czasopisma, a od pewnego czasu literatura internetu, czyli blogi, wypełniają duży obszar mojego życia.
Napisałam też kilka notek o swych czytelniczych upodobaniach.
A propos wspomnianej ballady Mickiewicza, to ja ją znam, oczywiście, w końcu przez kilka lat byłam nauczycielką j.polskiego, ale sama też lubię utwory tego poety, a ballady szczególnie, gdy byłam młodziutka i romantyczna.
W młodości zachwycały mnie erotyki Kazimierza Przerwy- Tetmajera i górnolotna poezja Młodej Polski, dziś raczej wolę Gałczyńskiego, Tuwima, Szymborską.
Dziś bardzo lubię dowcip i humor tekstów satyrycznych, dlatego poczytuję blogi Marii Czubaszek, Artura Andrusa i Skiby oraz felietony S. Tyma w „Polityce”, którą w ogóle lubię czytać od lat.
Czytam coraz więcej blogów, odkrywając i podziwiając coraz to nowego autora, a raczej autorkę, bo chyba kobiety chętniej się zwierzają.
Nie mniej pozostaję wierną i stałą czytelniczką zaledwie kilku blogów, których autorki weszły jakby do grona moich znajomych i jestem ciekawa, co tam u nich słychać.

2. STARDUST – jako przykład tego typu ludzi, do których czuję sympatię, jakoś tak instynktownie, bez konieczności zjadania beczki soli, aby ich poznać.
Nie chcę tu wypisywać pochlebnej laurki i podlizywać się Stardust, choć może niektórzy tak to potraktują, ale niech tam…
Ogólnie biorąc, lubię ludzi otwartych, szczerych, pogodnych, ciepłych i bezpretensjonalnych, przy których czuję się swobodnie, choć nie należę do zbytnio nieśmiałych, ale czasem czyjś chłód mnie usztywnia.
Lubię ludzi dowcipnych, pełnych optymizmu i humoru, aczkolwiek niekoniecznie wesołków, z lekka złośliwych wobec przejawów głupoty, ale nie szyderców, a zaledwie kpiarzy.
Ludzie są mi niezbędni do życia, nie mogłabym żyć na bezludnej wyspie; tak myślę, ale nigdy nie mów – „nigdy”, no i przecież wiodę już od kilkuuu lat życie osoby pojedynczej.
Czasami nawet lubię tę swoją samotność, bo to pełna swoboda i niezależność.
Ale wiem, że nie jestem osamotniona i mam do kogo pójść lub choćby zatelefonować, a to drugie bardzo LUBIĘ… i jeszcze do tego wrócę.

3. LUBIĘ PISAĆ – ale poniekąd, bo piszę teraz za wolno, a więc popadam w zniecierpliwienie, zmęczenie i muszę odrywać się od tej czynności, a zatem gubię wątek.
Może i za długo myślę nad każdym zdaniem, bo właściwie przez jakiś czas nic dłuższego nie pisałam.
A pisać lubiłam od dziecka, choć nie tak bardzo, jak czytać lub gadać z miłymi rozmówcami.
Jak to bywa z dzieciakami, próbowałam pisać własne utwory prozą i wierszem, ale dość szybko mi to minęło i na pewno bez szkody dla ludzkości.
Pisywałam okresowo pamiętniki i taki jeden z pierwszych lat licealnych zachował się wraz ze zdjęciami.
Lubiłam pisać listy, a szczególnie wiele napisałam do tzw. prawdziwej przyjaciółki, z którą rozdzielił nas los po ukończeniu szk. podst.
Były to wielostronicowe elaboraty, ozdabiane rysunkami i naklejkami, przetykane zasuszonymi kwiatkami.
Może dzięki nim nasza zażyłość przetrwała do tej pory ?
Chyba ostatnie listy pisałam kilka lat temu do mojej wnuczki?
Niedługo miną 3 lata mojego blogowania, do czego namówiła mnie Córka, nawet odstępując mi jedno ze swych blogowych poletek pod nazwą vel adresem – „Kura w górach”.
Zaryzykowałam na próbę, oswoiłam się nieco z blogowym światkiem i tak siedzę pod tym trochę dziwnym adresem ( bo gdzie te góry ? ) jako ta Kwoka na Dolinie ( patrz: moja notka wprowadzająca ).
Czasami ciągnie mnie do pisania z własnej woli i ochoty, a czasami „wołami nie można mnie zaciągnąć”…

4. LUBIĘ SNUĆ REFLEKSJE nad życiem, nad swą osobowością, przeprowadzać auto – analizę, porównując się z innymi.
I muszę się przyznać, że jestem dla siebie bardziej pobłażliwa niż surowa.
Chyba się trochę lubię i myślę, że to jeszcze nie narcyzm, bo często popadam w zachwyt nad innymi i pewien rodzaj zazdrości.
Inni ludzie to przede wszystkim inne kobiety – i tak oto przechodzę do kolejnego punktu wypracowania…

5. LUBIĘ KOBIETY – jako piękniejszą odmianę rodzaju ludzkiego, co nie ma nic wspólnego z moją orientacją seksualną ( od dziecka zakochiwałam się tylko w chłopcach ).
Lubię piękno ( estetka! ), a jego nośnikami bywają też właśnie kobiety, które chętnie oglądam na filmach, zdjęciach, a także na ulicach, szczególnie latem, co w dużej mierze podkreśla i uwidocznia ubiór.
Niby to szata nie zdobi człowieka, ale to przysłowie chyba nigdy nie odnosiło się do kobiet?
Pominąwszy kwestię urody, lubię kobiety, bo je lepiej rozumiem, są mi bliższe duchowo.
Zawsze miewałam bliskie koleżanki, nawet przyjaciółki, i tak już mi pozostało.
Pewnie pochodzę z Wenus i dlatego nawet moi ukochani mężczyźni ( obecnie głównie syn i wnuczek) wydają mi się Marsjanami? ( Oczywiście, nieco żartobliwie powołuję się na tę teorię z głośnej książki ).

6. LUBIĘ miasto, to znaczy wolę żyć, mieszkać w mieście niż na wsi.
Może to kwestia przyzwyczajenia, ale też niejednokrotnie sprawdziłam, że dłuższy pobyt na wsi mi nie odpowiada i nie będę dłużej drążyć tego problemu.
Dopiero jestem przy 6-tym punkcie tego wypracowania i pora się trochę ograniczać w rozmiarach wypowiedzi !
Powiem tyle, że chciałabym zobaczyć bezpośrednio takie miasta jak : Paryż, Rzym, Praga, Lizbona, Stambuł, Nowy Jork.
To się już nie stanie, więc chętnie o nich czytam, słucham, oglądam na filmach, zdjęciach i cieszę się z możliwości, jakie daje mi internet.
A poza tym lubię też moje miasto – nie za duże, nie za małe, sentymentem darzę pobliską Łódź i ul.Piotrkowską ( lata studenckiej młodości ) oraz Kraków i cieszę się, że właśnie tam zamieszkał mój syn.

7. TELEFON – lubię się nim posługiwać w rozmowie i wcale nie przeszkadza mi brak widoku rozmówcy.
Jestem pełna uznania dla tego wynalazku, o czym też pisałam na blogu, więc nie będę się powtarzać.

8. RADIO – a także telewizor, magnetofon ( wcześniej adapter ), odtwarzacze wideo, komputer – oto sprzęty, które mniej więcej w podanej kolejności pojawiały się w mym życiu, aby cieszyć moje uszy i oczy w zaciszu domowym, i być tzw. oknem na świat.
Czyli, przyznaję się, jestem chętną konsumentką tych zdobyczy cywilizacji i bardzo je LUBIĘ.

9. WYŻEJ wymienione sprzęty audio-wizualne w ostatnim czasie głównie pozwalają mi zaspokajać moje potrzeby kulturalne i zastępować takie miejsca jak: kino, teatr dramatyczny bądź muzyczny, filharmonia, muzeum itp. , itd.
Może to i namiastki, ale mniejsza mobilność, wygodnictwo, a głównie cienki portfel budżetowej emerytki nie sprzyjają odwiedzaniu tych przybytków, które, owszem, LUBIĘ.

10. LUBIĘ – i to bardzo: filmy, nawet polskie – w tym seriale, muzykę i piosenki ( sama też lubię śpiewać ), taniec, raczej towarzyski niż baletowy, a szczególnie tango ( też lubiłam – i nie solo, a z partnerem ).
O filmach i muzyce mogłabym pisać dużo, dużo…, ale może już nie w tej notce.

Współczuję potencjalnym czytelnikom, jeśli się tacy chętni znajdą, ale Stardust to już obowiązkowo musi i niech zobaczy, co spowodowała…
Bo ja, jak nie piszę, to nie piszę, ale gdy już zacznę… to nie mogę się oderwać od klawiatury.
I jeszcze dodam, że czytałam już notki na ten temat u kilku innych blogowiczek, oprócz Stardust, i wolę je od swego przydługiego wypracowania,
No, cóż – każdy orze, jak może…


  • RSS