Przeglądasz archiwum 2010.
Wyświetlam 1 - 10 z 18 notek

SYLWESTROWA NOC 2010- 2011

  • Napisane 30 grudnia 2010 o 19:54

To już jutro –  ostatni dzień AD 2010,  zaś jutrzejszej nocy damy pierwszy krok w NIEZNANE drugie dziesięciolecie XXI wieku. Dla mnie to aż nieprawdopodobne, że  to będzie  liczba 2011, a tak niedawno był przecież rok 2000, początek nowego MILLENIUM. Pierwszy mój Sylwester w nowym mieszkaniu, do którego wprowadziłam się w sierpniu owego pamiętnego roku, a jutro już będzie dziesiąty toast noworoczny pod tym adresem. Toast za pomyślność w tym kolejnym ROKU, który jest już tak blisko… i oby był dobry, spokojny, nietrudny do życia, czego życzę sobie oraz swym Bliskim, Znajomym, Rodakom i wszystkim ludziom dobrej woli.
Do zobaczenia w nowym roku w dobrym zdrowiu i humorze!

Aneks nr 2

  • Napisane 22 grudnia 2010 o 19:45

Nie mogę się oprzeć chęci zaprezentowania tego zdjęcia, które przedstawia inny fragment głównej arterii mego miasta, która od tego właśnie miejsca w jedną  stronę ma nazwę ul. Zamkowa ( w tym wypadku w stronę, z której do przystanku podjechał tramwaj nr 41 ).
 Dalszy ciąg tej arterii, , ciągnącej się wzdłuż całego miasta, nosi nazwę ul.Warszawskiej i  to nią teraz pojedzie dalej ten tramwaj, który tędy podąża do miasta Łódź.
Potem ul.Warszawska zmieni nazwę na ul.Łódzką ( w obrębie gminy Pabianic ), aby ostatecznie przejść w ul.Pabianicką , a to już będzie na terenie Łodzi.
To właśnie o tym, jedynym przecież  i  historycznym, tramwaju kursującym między naszymi miastami pisałyśmy na blogu i ja, i Nielot.
Zdjęcie to mogłoby pochodzić z dzisiejszego dnia – pod względem warunków pogodowych – wypisz, wymaluj, ale o czasie przeszłym rzeczywistości pokazanej na zdjęciu świadczą dwa wagony tramwaju.
Od  pewnego dnia tego roku ( już nie pamiętam dokładnie daty ) ten nasz jedyny pojazd szynowy wzdłuż miasta i wiozący pasażerów aż do rogatek Łodzi jest, niestety, tylko 1-wagonowy.
A z ilością korzystających z tego środka lokomocji bywa różnie i często dużo … za dużo, co choćby widać na niniejszym zdjęciu i to przy pogodzie właśnie takiej jak dziś, gdy nie chce się  pieszo wędrować po mieście.

Aneks do poprzedniej notki

  • Napisane 22 grudnia 2010 o 17:31


A oto prawie cały budynek, wspomnianej w poprzedniej notce, tzw.Wysokiej Fabryki z zegarem wmontowanym w ozdobny element zwieńczenia
dachu. Jest to aktualny wygląd odnowionego budynku, włącznie z nowymi oknami. Swoim wystrojem i kolorem cegły bardzo przypomina budynki tworzące kompleks łódzkiej Manufaktury, która powstała z wykorzystania dawnych zakładów wielkiego fabrykanta Poznańskiego ( XIX w.)

IDĄ ŚWIĘTA…idą święta … c.d.

  • Napisane 22 grudnia 2010 o 12:30


Poprzednia notka to znów samo zdjęcie, co jest wynikiem mojej nieumiejętności ilustrowania tekstu zdjęciami.
Zatem wyjaśniam teraz , co to za zdjęcie i dlaczego je zamieściłam.
 Po pierwsze – nie jestem autorką tego zdjęcia, ale znalazłam je gdzieś, kiedyś w Necie i ściągnęłam jako ciekawostkę
dotyczącą mojego miasta. Zdjęcie przedstawia bowiem fragment głównej ulicy miasta, w którym niezmiennie mieszkam
od urodzenia. Spodobało mi się to zdjęcie, mimo jego pewnej nieostrości ( może  straciło ten walor przy zmniejszaniu
formatu, a przez to rozdzielczości ? ), bo uchwycony został tu  ulotny moment wyglądu śródmieścia , charakterystyczny
tylko w okresie okołobożonarodzeniowym.
Po drugie -  zamieściłam je tutaj właśnie z powodu jego okolicznościowej treści i atmosfery, czyli jego aktualności.
Taka iluminacja ul.Zamkowej , a mianowicie choinki z kolorowych żarówek rozpięte na latarniach i zapalające się
od zmroku, istnieje od niedawna dzięki sponsorowi, jakim jest oddział słynnej firmy Philips w pabianckiej fabryce
żarówek. Zazwyczaj iluminacja rozpoczyna się na św.Mikołaja i trwa do Trzech Króli, a jedną z tych dekoracyjnych
choinek widzę z okien mego mieszkania i to mnie nawet cieszy. Mieszkam bowiem na jednej z bocznych odnóg
tej głównej ul.Zamkowej, więc kiedy dojdę do pobliskiego rogu,  mam przed i za sobą  widok całej tej iluminacji.
Natomiast prezentowane zdjęcie ukazuje na pierwszym planie kawałek bardzo charakterystycznego budynku
fabrycznego, a dziś już pofabrycznego – reliktu po wielkim przemyśle bawełnianym, królującym jeszcze tak niedawno
w moim mieście. Ten budynek z czerwonej cegły,  nazywany kiedyś  „Wysoką Fabryką ” lub ” Fabryką z zegarem” ,
to kiedyś jedno z głównych miejsc pracy tzw.klasy robotniczej, z którego okien słyszało się szum i stukot warsztatów
tkalni i przędzalni. Ale to już przeszłość i wkrótce mało kto jeszcze będzie ten hałas pamiętał…
Na szczęście po pewnym okresie zaniedbania , wynikłego z upadku produkcji, budynek został odrestaurowany
i zagospodarowany  przez różnorodne podmioty gospodarcze, najogólniej mówiąc. Na szczęście, bo w końcu znajduje się
przy głównej ulicy i jest przecież budowlą, bądź co bądź, zabytkową – z połowy XIX  stulecia.
Na tym zdjęciu widnieje nieduży fragment budynku, nie oddający jednak jego charakterystycznego wyglądu.
Za to na najdalszym planie w głębi majaczą we mgle kontury kilku naszych wieżowców mieszkalnych i tam właśnie
znajduje się także moje obecne mieszkanie.
I to by było na tyle w związku z zamieszczonym zdjęciem, a poza tym , oczywiście, IDĄ ŚWIĘTA  , a zatem zgodnie
 z nakazem tradycji życzę sobie i Wszystkim :  WESOŁYCH ŚWIĄT !

IDĄ ŚWIĘTA… idą święta

  • Napisane 22 grudnia 2010 o 09:19

Rodzina – c.d.

  • Napisane 9 grudnia 2010 o 23:53

A oto moje refleksje wokół zdjęcia  pokazanego w poprzedniej notce i pozbawionego jakiekolwiek opisu.
Data , widoczna na zdjęciu, wskazuje na ponad roczny upływ czasu od momentu utrwalonego na nim  do chwili obecnej.
Pierwszoplanowe postacie na fotografii to : moja starsza bratanica Magda i jej córeczka Martynka, a przyjemne dla oka tło to nasz miejski lasko-park,
czyli rodzimy Central Park.
Martynka, wtedy 4-letnia, niedawno ukończyła już 5 lat i w jej życiu zaszła pierwsza wielka zmiana:
 wyjście z małego rodzinnego kręgu w szersze środowisko rówieśników – przedszkolaków, co stało się  wreszcie koniecznością przed kolejnym etapem, szkołą.
I tak dostatecznie długo nie musiała być posyłana do przedszkola, bo mieszka pod wspólnym dachem ze swą babcią, a moją pierwszą bratową,
która z dużym poświęceniem zajmowała się opieką nad jedyną wnuczką, dzieckiem swej jedynaczki, też samotnie wychowywanej, bo tak się złożyło.
 Martynka, bowiem, to wnuczka mojego brata, dziecko jego córki z pierwszego związku małżeńskiego, związku, który rozpadł się  po 9. latach.
Jedną z konsekwencji tego bardzo burzliwego rozpadu  jest  tak definitywne zerwanie kontaktów, że mój brat nie zna dotąd swej pierwszej wnuczki ,
 a jedynie widuje u mnie jej zdjęcia. O tym fakcie wzmiankowałam zresztą w niejednej notce, ubolewając nad tym faktem.
W utrzymywaniu takiego stanu rzeczy winne są obie skonfliktowane strony , ale niedawno nastąpiły pewne fakty, które może coś zmienią … ?
Otóż, druga bohaterka zdjęcia, czyli mama Martynki, a moja pierwsza bratanica Magda, otrzymała za pośrednictwem portalu Nasza Klasa 
zaproszenie do spotkania w realu od swej przyrodniej siostry, czyli mej młodszej bratanicy Kamili.
Dzieci z drugiego malżeństwa mego brata zawsze zdradzały zaciekawienie osobą nieznanej starszej siostry ( 10 i 13 lat różnicy wieku ), 
ale ta wykazywała się niechętną postawą wobec przyrodniego rodzeństwa i tak to trwało przez lata.
Kamila, też już obecnie dorosła kobieta i matka 2 – letniego synka, nie tak dawno zetknęła się z Internetem i znalazła się pod urokiem
Naszej Klasy, jak wielu innych, szczególnie na początku,  przy  szukaniu znajomych i nawiązywaniu kontaktów.
Znalazłszy profil Magdy, napisała do niej i zaryzykowała…składając propozycję spotkania się w umówionym miejscu.
I tym razem nie natrafiła na niemiłą postawę, a wprost przeciwnie i doszło do tego ich spotkania, o czym zostałam także
powiadomiona przez obydwie, jako osoba niewątpliwie bardzo zainteresowana sprawami rodzinnymi.
A więc na razie  ” pierwsze koty za płoty ” i co będzie dalej zobaczymy, bo obie odniosły dobre wrażenie i wyrażają
chęć podtrzymywania kontaktu. Z rozmowy telefonicznej z bratem wywnioskowałam, że też był bardzo zaintrygowany
wiadomością, którą przekazała mu młodsza córka, no i chyba jakoś zadowolony z obrotu sprawy, a ten umiarkowany entuzjazm
jest może wynikiem niepewności, sceptycyzmu ? A może poczucia własnej winy ?

Rodzina

  • Napisane 1 grudnia 2010 o 23:05

BILANS

  • Napisane 1 grudnia 2010 o 17:22

I tak minęły 3 lata mojego blogowania, co sprawdziłam - z niedowierzaniem -zajrzawszy do archiwum. No i  faktycznie - pierwszy zapis, dokładnie,
 z dnia 28-go listopada 2007 r. Częstotliwość publikowania w poszczególnych miesiącach
rozmaita i nieregularna, bo mój blog nie przybrał nigdy formy pamiętnika – codziennika.
Przez ten czas napisałam 111 notek , krótszych i dłuższych, o rozmaitej tematyce – od teraźniejszości do przeszłości i na odwrót…
Aktualnie, zwróciwszy przypadkiem uwagę na ten 3-letni jubileusz,  jestem na etapie  poczytywania swego własnego archiwum
i nawet mnie nie nudzi ta lektura, bo przypominam sobie o pewnych sprawach i wydarzeniach.
Tym samym dokonuję pewnego rodzaju bilansu  i przyznaję, że zetknięcie  się z blogową sferą internetu oraz  samodzielne prowadzenie bloga
było dla mnie niewątpliwą ciekawostką i jedną z atrakcji obecnego życia.
I przede wszystkim do takiego wniosku dochodzę, czytając komentarze nieznanych mi przecież osób, które  po upływie czasu nabierają
 jakiejś swojskości, stają się bliscy i potrzebni… A szczególnie, gdy sami są także autorami blogów, które ja czytam i komentuję.
Zauważyłam, że są to raczej ludzie nie z mojego przedziału wiekowego,  bo od początku blogowania  weszłam w krąg wirtualnych
znajomych mojej Córki, od której przejęłam niepotrzebne już jej poletko blogowe o adresie:  ” kura w górach ” i tak  tu już zostałam.
Jej znajomi stali się w ten sposób moimi czytelnikami, najpierw przez pomyłkę bądź przypadkowo, a potem też już zaczęli świadomie
zaglądać na moje notki i tak to trwa w odniesieniu do niektórych, bo inni świadomie odeszli z upływem czasu.
 Ta duża   różnica wieku ma tu dla mnie o wiele mniejsze znaczenie niż może miałoby w realu , choć i w realu mam dobry kontakt z młodszymi osobami, a bywa, że lepszy niż z ludźmi starymi ( może taką mam  właśnie cechę osobowości czy coś ? ).
To może też trochę dziwne, ale gdy  znalazłam blogi różnych starszych pań, wypowiadających się głównie w roli  babć lub teściowych, nie
wydały mi się pociągającą lekturą. Może po prostu nie natrafiłam na pisane  interesująco, dowcipnie, mądrze według mojej oceny i nie jest
to wcale kwestia wieku, ale po prostu mojego gustu czytelniczego i wewnętrznego zapotrzebowania ?
Przy okazji tego podsumowania pozdrawiam serdecznie  wirtualnych ZNAJOMYCH – BLOGOWICZÓW I KOMENTATORÓW,
życząc im , jak i sobie, miłego czytania i pisania na blogowej niwie…
Dziś pierwszy dzień grudnia i to w białej zimowej szacie,  czyli szary, bury, ponury listopad mamy za sobą, choć w tym roku pod względem
pogody nie był taki najgorszy, muszę to przyznać  mimo swej niechęci  do tego miesiąca, czego wyrazem poprzednia notka.
Zobaczymy, co nam przyniosą zimowe dni oprócz widocznych już kłopotów, ogłaszanych w mass-mediach, a nawet zauważonych przeze mnie
po wyjściu na ulicę i przebrnięciu z trudem na drugą stronę do pobliskiego sklepu. ZOBACZYMY, a zatem do zobaczenia….

Listopad…po prostu…

  • Napisane 15 listopada 2010 o 21:40

„minął sierpień, minął wrzesień…” także październik już minął i listopad wkrótce minie, a to przecież miesiąc, w którym odliczam kolejny rok swego istnienia i właśnie ten dzień też już minął, czyli odliczanie od nowa do następnego roku, co nie jest jednak zagwarantowane i pewne jak w banku, jak to się zwykło mówić.
Jak wiadomo – „życie, choć piękne, tak kruche jest” i się okaże, czy zobaczymy się tu znów za rok?
Wciąż natykam się na nekrolog kogoś znajomego i nierzadko już teraz to ktoś młodszy ode mnie, np. moi dawni uczniowie z pierwszych lat mej pracy w szkole.
W tych dniach taką wiadomość znalazłam na portalu Nasza Klasa, a całkiem niedawno pisaliśmy coś do siebie, pokazywał zdjęcia rodznne, pozdrawiał mnie.
Ci moi dawni uczniowie to też już teraz niemłodzi ludzie, nawet niektórzy po 60-tym roku życia, bo dzieliła nas nieduża różnica wieku, gdy zaczynałam pracę jako młoda nauczycielka.
Bardzo niedawno, a jednak już prawie miesiąc temu ( jak ten czas pędzi ), odszedł mąż mej przyjaciółki, co przeżyłam bardzo, bo znałam go wiele lat, a szczególnie współczułam jej straty towarzysza 50-ciu lat wspólnego życia.
W ubiegłoroczne Boże Narodzenie cieszyli się tą rocznicą, którą nie każde małżeństwo zdoła przeżyć.
W te święta już nie będą razem…, ale na szczęście moja przyjaciolka ma synów i wnuki, jako plon tego długiego i udanego związku.
Będą go wspominać, jeszcze ze smutkiem po świeżej stracie, a potem… czas goi rany i zostają dobre wspomnienia i fotografie.
I to jest moja refleksyjna notka na listopad

To lubię

  • Napisane 5 września 2010 o 12:05

„To lubię” – taki tytuł nosi jedna z ballad A.Mickiewicza i akurat nie należy ona do najbardziej znanych utworów naszego wieszcza.
Tak myślę, ale też w ogóle nie wiem, jak obecnie przedstawia się znajomość twórczości tego poety w społeczeństwie?
I na tym poprzestanę bez dalszego rozwijania tego zagadnienia, bo to tylko krótkie słowa wstępne do notki, w której „mam za zadanie” opisać to, co JA lubię, wybierając 10 ulubionych rzeczy – spraw – czynności, czyli 10 obiektów darzonych sympatią.
Użyłam zwrotu – „mam za zadanie” – bo ta tematyka to nie mój własny pomysł, ale uczestnictwo w pewnego rodzaju zabawie zaproponowanej przez jedną z autorek blogowych i na zasadzie łańcuszka podawanej dalej poprzez blogi.
W pierwszej chwili próbowałam się wykręcić i odmówić Stardust, która mnie „wrobiła” w tę zabawę, ale nie tak łatwo Jej odmówić ( przyzna chyba każdy, kto Ją trochę zna ), a poza tym – lubię Stardust i, poniekąd, lubię pisać…, więc w końcu, czemu nie zmierzyć z tym tematem?
Tym bardziej, że wymaga on zastanowienia się nad sobą, refleksji nad życiem, a to przecież LUBIĘ…
Z powyższego wstępu wyłania się mimochodem kilka przyczynków do rozwinięcia, kilka motywów istotnych w mym życiu i w moich upodobaniach, a zaznaczonych wyrazem – „lubię”.
I może od nich zacznę, skoro same się wyłoniły:

1. LITERATURA – w najszerszym znaczeniu, od dzieciństwa do dziś.
Z biegiem czasu zmieniały się moje gusta i potrzeby.
Od baśni, szmirowatych romansideł do dzieł wybitnych pisarzy, od prozy do poezji, od beletrystyki do literatury faktu i publicystyki.
Książki, czasopisma, a od pewnego czasu literatura internetu, czyli blogi, wypełniają duży obszar mojego życia.
Napisałam też kilka notek o swych czytelniczych upodobaniach.
A propos wspomnianej ballady Mickiewicza, to ja ją znam, oczywiście, w końcu przez kilka lat byłam nauczycielką j.polskiego, ale sama też lubię utwory tego poety, a ballady szczególnie, gdy byłam młodziutka i romantyczna.
W młodości zachwycały mnie erotyki Kazimierza Przerwy- Tetmajera i górnolotna poezja Młodej Polski, dziś raczej wolę Gałczyńskiego, Tuwima, Szymborską.
Dziś bardzo lubię dowcip i humor tekstów satyrycznych, dlatego poczytuję blogi Marii Czubaszek, Artura Andrusa i Skiby oraz felietony S. Tyma w „Polityce”, którą w ogóle lubię czytać od lat.
Czytam coraz więcej blogów, odkrywając i podziwiając coraz to nowego autora, a raczej autorkę, bo chyba kobiety chętniej się zwierzają.
Nie mniej pozostaję wierną i stałą czytelniczką zaledwie kilku blogów, których autorki weszły jakby do grona moich znajomych i jestem ciekawa, co tam u nich słychać.

2. STARDUST – jako przykład tego typu ludzi, do których czuję sympatię, jakoś tak instynktownie, bez konieczności zjadania beczki soli, aby ich poznać.
Nie chcę tu wypisywać pochlebnej laurki i podlizywać się Stardust, choć może niektórzy tak to potraktują, ale niech tam…
Ogólnie biorąc, lubię ludzi otwartych, szczerych, pogodnych, ciepłych i bezpretensjonalnych, przy których czuję się swobodnie, choć nie należę do zbytnio nieśmiałych, ale czasem czyjś chłód mnie usztywnia.
Lubię ludzi dowcipnych, pełnych optymizmu i humoru, aczkolwiek niekoniecznie wesołków, z lekka złośliwych wobec przejawów głupoty, ale nie szyderców, a zaledwie kpiarzy.
Ludzie są mi niezbędni do życia, nie mogłabym żyć na bezludnej wyspie; tak myślę, ale nigdy nie mów – „nigdy”, no i przecież wiodę już od kilkuuu lat życie osoby pojedynczej.
Czasami nawet lubię tę swoją samotność, bo to pełna swoboda i niezależność.
Ale wiem, że nie jestem osamotniona i mam do kogo pójść lub choćby zatelefonować, a to drugie bardzo LUBIĘ… i jeszcze do tego wrócę.

3. LUBIĘ PISAĆ – ale poniekąd, bo piszę teraz za wolno, a więc popadam w zniecierpliwienie, zmęczenie i muszę odrywać się od tej czynności, a zatem gubię wątek.
Może i za długo myślę nad każdym zdaniem, bo właściwie przez jakiś czas nic dłuższego nie pisałam.
A pisać lubiłam od dziecka, choć nie tak bardzo, jak czytać lub gadać z miłymi rozmówcami.
Jak to bywa z dzieciakami, próbowałam pisać własne utwory prozą i wierszem, ale dość szybko mi to minęło i na pewno bez szkody dla ludzkości.
Pisywałam okresowo pamiętniki i taki jeden z pierwszych lat licealnych zachował się wraz ze zdjęciami.
Lubiłam pisać listy, a szczególnie wiele napisałam do tzw. prawdziwej przyjaciółki, z którą rozdzielił nas los po ukończeniu szk. podst.
Były to wielostronicowe elaboraty, ozdabiane rysunkami i naklejkami, przetykane zasuszonymi kwiatkami.
Może dzięki nim nasza zażyłość przetrwała do tej pory ?
Chyba ostatnie listy pisałam kilka lat temu do mojej wnuczki?
Niedługo miną 3 lata mojego blogowania, do czego namówiła mnie Córka, nawet odstępując mi jedno ze swych blogowych poletek pod nazwą vel adresem – „Kura w górach”.
Zaryzykowałam na próbę, oswoiłam się nieco z blogowym światkiem i tak siedzę pod tym trochę dziwnym adresem ( bo gdzie te góry ? ) jako ta Kwoka na Dolinie ( patrz: moja notka wprowadzająca ).
Czasami ciągnie mnie do pisania z własnej woli i ochoty, a czasami „wołami nie można mnie zaciągnąć”…

4. LUBIĘ SNUĆ REFLEKSJE nad życiem, nad swą osobowością, przeprowadzać auto – analizę, porównując się z innymi.
I muszę się przyznać, że jestem dla siebie bardziej pobłażliwa niż surowa.
Chyba się trochę lubię i myślę, że to jeszcze nie narcyzm, bo często popadam w zachwyt nad innymi i pewien rodzaj zazdrości.
Inni ludzie to przede wszystkim inne kobiety – i tak oto przechodzę do kolejnego punktu wypracowania…

5. LUBIĘ KOBIETY – jako piękniejszą odmianę rodzaju ludzkiego, co nie ma nic wspólnego z moją orientacją seksualną ( od dziecka zakochiwałam się tylko w chłopcach ).
Lubię piękno ( estetka! ), a jego nośnikami bywają też właśnie kobiety, które chętnie oglądam na filmach, zdjęciach, a także na ulicach, szczególnie latem, co w dużej mierze podkreśla i uwidocznia ubiór.
Niby to szata nie zdobi człowieka, ale to przysłowie chyba nigdy nie odnosiło się do kobiet?
Pominąwszy kwestię urody, lubię kobiety, bo je lepiej rozumiem, są mi bliższe duchowo.
Zawsze miewałam bliskie koleżanki, nawet przyjaciółki, i tak już mi pozostało.
Pewnie pochodzę z Wenus i dlatego nawet moi ukochani mężczyźni ( obecnie głównie syn i wnuczek) wydają mi się Marsjanami? ( Oczywiście, nieco żartobliwie powołuję się na tę teorię z głośnej książki ).

6. LUBIĘ miasto, to znaczy wolę żyć, mieszkać w mieście niż na wsi.
Może to kwestia przyzwyczajenia, ale też niejednokrotnie sprawdziłam, że dłuższy pobyt na wsi mi nie odpowiada i nie będę dłużej drążyć tego problemu.
Dopiero jestem przy 6-tym punkcie tego wypracowania i pora się trochę ograniczać w rozmiarach wypowiedzi !
Powiem tyle, że chciałabym zobaczyć bezpośrednio takie miasta jak : Paryż, Rzym, Praga, Lizbona, Stambuł, Nowy Jork.
To się już nie stanie, więc chętnie o nich czytam, słucham, oglądam na filmach, zdjęciach i cieszę się z możliwości, jakie daje mi internet.
A poza tym lubię też moje miasto – nie za duże, nie za małe, sentymentem darzę pobliską Łódź i ul.Piotrkowską ( lata studenckiej młodości ) oraz Kraków i cieszę się, że właśnie tam zamieszkał mój syn.

7. TELEFON – lubię się nim posługiwać w rozmowie i wcale nie przeszkadza mi brak widoku rozmówcy.
Jestem pełna uznania dla tego wynalazku, o czym też pisałam na blogu, więc nie będę się powtarzać.

8. RADIO – a także telewizor, magnetofon ( wcześniej adapter ), odtwarzacze wideo, komputer – oto sprzęty, które mniej więcej w podanej kolejności pojawiały się w mym życiu, aby cieszyć moje uszy i oczy w zaciszu domowym, i być tzw. oknem na świat.
Czyli, przyznaję się, jestem chętną konsumentką tych zdobyczy cywilizacji i bardzo je LUBIĘ.

9. WYŻEJ wymienione sprzęty audio-wizualne w ostatnim czasie głównie pozwalają mi zaspokajać moje potrzeby kulturalne i zastępować takie miejsca jak: kino, teatr dramatyczny bądź muzyczny, filharmonia, muzeum itp. , itd.
Może to i namiastki, ale mniejsza mobilność, wygodnictwo, a głównie cienki portfel budżetowej emerytki nie sprzyjają odwiedzaniu tych przybytków, które, owszem, LUBIĘ.

10. LUBIĘ – i to bardzo: filmy, nawet polskie – w tym seriale, muzykę i piosenki ( sama też lubię śpiewać ), taniec, raczej towarzyski niż baletowy, a szczególnie tango ( też lubiłam – i nie solo, a z partnerem ).
O filmach i muzyce mogłabym pisać dużo, dużo…, ale może już nie w tej notce.

Współczuję potencjalnym czytelnikom, jeśli się tacy chętni znajdą, ale Stardust to już obowiązkowo musi i niech zobaczy, co spowodowała…
Bo ja, jak nie piszę, to nie piszę, ale gdy już zacznę… to nie mogę się oderwać od klawiatury.
I jeszcze dodam, że czytałam już notki na ten temat u kilku innych blogowiczek, oprócz Stardust, i wolę je od swego przydługiego wypracowania,
No, cóż – każdy orze, jak może…


  • RSS