Przeglądasz archiwum Listopad, 2008 .
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Z rodzinnych dziejów

  • Napisane 17 listopada 2008 o 11:05

Należę do pokolenia, które uczyło się historii z innych podręczników niz obecne i przywykło do obchodzenia rocznicy wyzwolenia kraju w dniu 22 lipca ( dziś to już najwyżej święto E.Wedla według dowcipnych ).

I to nie było w porządku, że nie świętowano dnia odzyskania niepodległości Polski po 123 latach zaborów, bo nie powstała wtedy PRL, a sanacyjna II Rzeczpospolita, o której uczono mnie tendencyjnie i byle jak.

Po 1989 r., jak wiadomo, wszystko na odwrót i święto Wedla zniesione, jakby znów to wyzwolenie spod okupacji było nieważne obecnie.

Mamy teraz tylko, jak Ameryka , Dzień Niepodległości, w którym cała gala była równie wielka i udana jak nasz aktualny prezydent, pożal się, Boże!

No, i chciał, nie chciał, zatoczyłam się w stronę polityki, ale już zawracam, bo miałam szczery zamiar napisać coś o swych przodkach, a więc nie o historii kraju, lecz rodziny.

I nie o bardzo odległej historii, bo do niej nie dotarłam nadal, ale zaledwie o tych, dla których czasy wokół I wojny były ich ówczesną rzeczywistością.
Mam tylko dwie fotografie w sepii z tamtych lat, pochodzące z albumu matki mojej matki, czyli mej babki Agaty, której także portret w kolorze sepii wisi u mnie na ścianie obok portretu mej rodzicielki ( ale to już późniejsze lata , może początek 30 -tych ).

Jedna z tych dwu fotografii przedstawia mojego legendarnego dziadka Mikołaja, którego nie mogłam poznać, bo zmarł, ( nie zginął w bitwie, jak kiedys myślałam ) w okresie wojny na terenie Rzeszy, dokąd pojechał na saksy.

Jest to portret w pozycji stojącej, przedstawiający mężczyznę niedużego wzrostu na tle dekoracji atelier niemieckiego fotografa w Essen ( na odwrocie zdjęcia mocno zatarta pieczęć tego zakładu ).

Moja mama, urodzona w 1910r., była wtedy kilkuletnim dzieckiem i też niezbyt pamiętała swego ojca, obok którego widnieje na tym drugim archiwalnym zdjęciu, przedstawiającym całą rodzinę z tego okresu, prawdopodobnie jeszcze przed jego wyjazdem.

Było to moje ulubione zdjęcie w albumie babki, która jest na nim młodą i urodziwą kobietą ( w 1914 r. miała dopiero 30 lat ) w otoczeniu trzech córek i małżonka, widać sporo starszego od niej.

Najstarsza z córek – Eleonora, chyba juz wtedy 12-letnia, bo młodsza od swej matki o niecałe 18 lat, a starsza od swych sióstr o 8 i 10 lat, które na tym zdjęciu to małe dziewczynki z kokardą we włosach i lalkami w rączkach.

Starsza to moja mama – Florentyna, młodsza – Anna Regina ( później moja chrzestna, która zmarła w wieku 32 lat, tuż przed wyzwoleniem ).

Tak więc moja babka witała niepodległość w 1918 r. jako jeszcze młoda kobieta, ale już wdowa z trojgiem dzieci, a były to bardzo trudne lata biedy i głodu dla ludzi niezamożnych.

I o tym myślałam ze współczuciem 11 listopada w tym roku, w tę 90- tą rocznicę, oglądając te stare fotografie.

Swą najstarszą córkę, już kilkunastoletnią dziewczynę, umieściła moja babka w dość dużym gospodarstwie wiejskim swej najstarszej siostry ( najbogatszej w rodzinie), oczywiście, do pracy tamże, w zamian za wyżywienie, gdzie pozostawała do pełnoletności.
Wiedza o ich niełatwym życiu docierała do mnie fragmentarycznie w ciągu lat poprzez ich wspomnienia, zanim pojęłam w pełni, że moja egzystencja to wręcz bajka na tym tle, choć też ” nie pijałam ptasiego mleka, nie głaskało mnie życie po głowie” ( W.Broniewski ).

W końcu też przeżyłam wojnę, ale jednak tylko jedną, a nie dwie, jak moi dziadkowie i rodzice.

W takich czasach przypadło im żyć, niestety, ale przynajmniej prawnuki i wnuki znają te wojny tylko z literatury i filmów.

Niewątpliwie ciekawostką w dziejach mej rodziny po kądzieli jest ponowne małżeństwo babki Agaty, jako 40 – letniej wdowy z kawalerem o 11 lat młodszym od niej, a tylko 7 lat starszym od jej córki Eleonory, która zresztą juz wtedy mieszkała gdzie indziej i też wkrótce wyszła za mąż.

Drugi mąż babki, Jan P., pełniąc rolę zastępczego dziadka dla wnucząt swej żony, został jednocześnie chrzestnym dwojga z nich.

Poznałam go dopiero po zakończeniu wojny, gdy wrócił z Niemiec, gdzie pracował w jakiejś fabryce przez całą okupację.

Byłam jeszcze dzieckiem i dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, dlaczego moja mama nazywa się inaczej z domu niż jej rodzice.

Właściwie nie miało to dla mnie większego znaczenia, skoro prawdziwy dziadek istniał jedynie na dwóch zdjęciach w albumie, który przypadł mi w spadku.

Ten zastępczy był bardzo miły dla dla swych wnuków i zdecydowanie bardziej hojny w obdarowywaniu niż prawdziwa babka, której zawsze się trochę bałam jako dziecko.

Za to była bardzo oddana swemu mężowi, lecz, niestety, jako twarda kobieta o żelaznym zdrowiu przeżyła swego młodszego partnera o prawie 10 lat.

Udało się jej przeżyć równo 90 lat w kondycji psychofizycznej do pozazdroszczenia i wprost nie do wiary w odniesieniu do trudnego życia w ciężkich czasach.

Nie odnajduję w sobie żadnego podobieństwa do babki Agaty, niestety, a dobrze byłoby ze względu na urodę i zdrowie, co chyba przypadło bardziej w udziale jednej z mych dwu kuzynek.

To tyle wspomnień przy okazji Dnia Niepodległości i jeszcze to, że mój ojciec to Józef, członek PPS i miłośnik pieśni legionowych, stąd też je znam od dzieciństwa.

Pod znakiem Skorpiona

  • Napisane 13 listopada 2008 o 04:36

Niedawno składałam życzenia listopadowym solenizantom – bratu Karolowi oraz dwóm znajomym Elżbietom, a wszyscy to równocześnie jubilaci w tamtych dniach.

I tacy mają dobrze, jednego dnia imieniny i urodziny, bez gdybania co ważniejsze i co obchodzić bardziej uroczyście.

A o tym problemie pisałam właśnie prawie rok temu przy okazji moich listopadowych urodzin, które niebawem nastąpią, ale imieniny dopiero za miesiąc, bo nie mam dwóch w jednym.

Ale wszyscy wymienieni pochodzimy spod znaku Skorpiona.

I muszę przyznać, że od dawna otaczają mnie ludzie urodzeni na przełomie październka i listopada, począwszy od najbliższej rodziny, z wyjątkiem Mamy ( Byk ).

Tak się złożyło, że mój ojciec, brat i ja urodziliśmy się w listopadzie i do kompletu dołączyła pierwsza żona brata, też listopadowa oraz ich córka urodzona 25 października.

Wiele lat temu mieliśmy fajną rodzinną czwórkę do brydża, czyli brydż pod Skorpionem, jak sami sobie żartowaliśmy z tego układu.

Ale było i minęło, brat zmienił małżonkę na inny znak zodiakalny, a Tato – wiadomo, nikt nie jest wieczny…

Poza tym kręgiem rodzinnym faktycznie często miałam i mam nadal bliskich znajomych spod tego znaku.

Np. wspomniane Elżbiety – jedna to koleżanka z dawnych licealnych lat, a druga z miejsca pracy.

Oprócz nich w tym miesiącu przypadają urodziny dwu też szkolnych koleżanek, z mojego obecnego kręgu towarzyskiego, ale one zdecydowanie wolą unikać kwestii wieku aktualnie i preferują dzień swych imienin, na których corocznie bywam od lat.

Ale nie da się ukryć, że posiadają wiele cech typowych dla Skorpiona, jeśli dopuszcza się wiarę w ten wpływ daty narodzin na osobowość człowieka.

Nie będę się wypierać, że mimo swego racjonalizmu, sceptycyzmu wobec różnych mistycznych czy magicznych teorii, wierzeń, itp. ta dziedzina astrologii jakoś mnie zawsze pociągała i interesowała.

Pewno dlatego, że tak bardzo interesują mnie ludzie, a więc „nic co ludzkie nie jest mi obce”, a poza tym, tyle zagadek bytu nie sprawdzonych jeszcze przez „mędrca szkiełko i oko” i tyle zjawisk, o których ” nie śniło się nawet filozofom”.

Nie dowierzam horoskopom, kabałom, chiromancji i nie skusiła mnie żadna Cyganka ani inna wróżka czy jasnowidz, ale ta zodiakalna typologia czy klasyfikacja ludzi bywa przeze mnie brana pod uwagę w analizowaniu postaw i zachowań własnych oraz bliskich i znajomych.

I chociaż każdy człowiek jest inny, niepowtarzalny – nawet bliźniak to też przecież nie klon, dostrzegam wśród znajomych żeńskich skorpionów pewne podobieństwa i cechy, które niby mają być typowe dla tego znaku.

A więc : są to raczej realistki, ambitne, zasadnicze, zaradne, odpowiedzialne, z dużym poczuciem obowiązku, można na nich polegać.

Wszystkie były lub jeszcze są dobrymi żonami ( niestety większośc to wdowy), matkami i paniami swego domu, co nie znaczy, że kurami domowymi.

Są także lub były sumiennymi i cenionymi pracownikami, niektóre na kierowniczych stanowiskach.

Przeważające zainteresowania to: czytelnictwo – książki ( nie tylko beletrystyka), czasopisma ( nie tylko kobiece), kino, teatr, oczywiście TV, bieżące życie polityczno-społeczne, ostatnio uniwersytet III wieku (na razie tylko jedna koleżanka, ale – kto wie, ile jeszcze z nas podąży za jej przykładem?), rozwiązywanie krzyżówek i inne łamigłówki – np. sudoku, no i wreszcie także komputer, a z nim Internet, portal N-k.

W sumie rysuje się bardzo korzystny, pozytywny portret żeńskiej odmiany Skorpiona, ale są i pewne typowe wady, jak : zbytnia zasadniczość i drobiazgowość, apodyktyczność i narzucanie swego zdania, czasem wręcz przemądrzałość, krytykanctwo i nietolerancja wobec wad bliźnich, pamiętliwość, zaciętośc, a nawet mściwość i jeśli ktoś się bardzo narazi, to nie ma przebacz ( może inaczej wyglądałaby sytuacja między moim bratem a jego pierwszą żoną i córką, gdyby nie byli trojgiem zaciętych i pamiętliwych skorpionów? ).

W tym, z grubsza nakreślonym, zbiorowym portrecie żeńskiego Skorpiona mieści się także sama autorka, nie do końca zadowolona ze swego analitycznego dzieła i bardzo niepewna reakcji osób, które posłużyły jako przykład.

Na szczęście obędzie się bez reakcji, bo wspomniane tu postacie nie są czytelniczkami blogów, jak dotąd w ogóle.

Na szczęście, bo Skorpiony są z reguły drażliwe i obrażalskie, chociaż mają też jakie takie poczucie humoru…


  • RSS