Przeglądasz archiwum Wrzesień, 2008 .
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Epilog – czyli

  • Napisane 27 września 2008 o 11:13

…co by na dobre nie wyszło.
Tym razem przysłowie się sprawdziło, a moja poprzednia notka wygląda teraz na zbyt surowo oceniającą firmę TP jako całość.
Co jednak nie zmienia faktu, że dochodzi w niej do niedoróbek z winy systemu bądź ludzi, którzy go obsługują.
Ale – górą nasi!
Mój trud nad spłodzeniem listu, wyjaśniającego słuszność moich pretensji wobec tepsy, nie poszedł na marne, ale szybko otrzymałam nań telefoniczną odpowiedź na komórkę, informującą mnie o uznaniu zasadności mych roszczeń i pozytywnym dla mnie finale sprawy.
W uznaniu błędu z ich strony zdjęto ze mnie ciężar drogiej opcji neostrady na czas nieokreślony, na którą mnie niesprawiedliwie wepchnięto ( czyli niezgodnie z ich własnym regulaminem ) i moja płatność za sierpień i wrzesień wyniesie tyle, ile powinna za opcję 1024 Kb, jak w poprzedniej mojej umowie było.
W moim nieszczęsnym zamówieniu, na które nie doczekałam się aneksu, występowałam wprawdzie o 512 Kb, ale to będzie dopiero możliwe od października i nowy aneks już jest w przygotowaniu.
O tym zapewniała mnie uprzejmie i życzliwie przedstawicielka kierownictwa sekcji obsługi klienta TP w owej rozmowie telefonicznej z tamtego tygodnia i właśnie wczoraj słowo stało się ciałem – duża koperta w skrzynce pocztowej.
W kopercie tenże aneks z kopią do podpisania i odesłania w załączonej również kopercie z opłatą poczt. przez adresata, a więc tym razem wysyłka dla mnie gratis.
Oczywiście, odesłałam natychmiast i na szczęście nie musiałam daleko chodzić, bo oddział pocztowy mam w pobliżu.
Boję się trochę w pełni odetchnąć już z ulgą, bo – „nie chwal dnia przed zachodem słońca” czy też – „nie dziel skóry na niedźwiedziu…”, a mój podpisany aneks dopiero wyruszył w drogę.
A licho nie śpi – tfu, tfu i spluwam przez lewe ramię zabobonnie!
Tak naprawdę będę spokojna po otrzymaniu odpowiedniej faktury tp w połowie października, bo, wiadomo, jak się człek sparzy, to…itd.

Ofiara Tepsy

  • Napisane 15 września 2008 o 02:17

Już prawie miesiąc toczy się moja wojna z potężnym przeciwnikiem, a mianowicie z tzw.
tepsą (TP SA), której jestem wieloletnim klientem vel konsumentem, a ostatnio przypadła mi raczej rola ofiary ( nie mylić z ofermą) tej wielogłowej hydry; bo tak ją teraz postrzegam .
O co chodzi? Rok temu skusiłam się na posiadanie dostępu do internetu przy pomocy neostrady tp, będąc wszak użytkownikiem telefonu od TP i to od dawien dawna. Zawarłam umowę tylko na rok , aby wypróbować swoje możliwości w tej dziedzinie i bardzo mi się to spodobało, pomijając związane z tym koszty. Neostrada dała mi także sposobność do przejścia na telefonię internetową, zawieszając linię abonencką, a korzystając z urządzenia o nazwie livebox, dzierżawionego od TP za niedużą opłatą. Miało mi to zmniejszyć wydatki za
rozmowy telefoniczne, tym bardziej, że z użytkownikami tegoż urządzenia mamy połączenie bezpłatne, a do nich należy także mój syn i niektórzy znajomi – więc wielka frajda. I było fajnie przez cały rok, nie powiem. Stałam się fanką internetu do tego stopnia, że trudno byłoby mi teraz bez niego żyć. Ale zrobiło się paskudnie i mam zmartwienie, o czym wiedzą już prawie
wszyscy krewni i znajomi, oczywiscie, królika ( bardzo lubię używać ten zwrot z Puchatka).
I jeszcze postanowiłam napisać o tym notkę, aby poszerzyć krąg poinformowanych o moim
przypadku, a i dlatego, że to teraz dla mnie temat nr 1. Padłam ofiarą jakiegoś niekorzystnego dla mnie splotu nieporozumień, jakiejś niedrożności na linii klient ( nasz pan??!! ) a potężną firmą opartą na systemie komputerowym, o oddziałach rozrzuconych w różnych miejscach ,
gdzie w sumie nie wie prawica, co robi lewica.
Szczegóły wyglądają następująco: zgodnie z regulaminem neostrady tp jej konsument winien na 30 dni przed końcem zawartej umowy zadeklarować tzw. oświadczenie swej woli – przedłużenia bądź rejterady z usługi TP. Moja umowa kończyła się w dniu 1 sierpnia, więc, świadoma regulaminu, nie zasypiając gruszek w popiele, wyruszyłam do pobliskich punktów obsługi klienta tejże firmy. Za najbardziej dostępny uznałam Salon Sprzedaży Orange i innych usług TP – najmniejsza ciżba – i to mój pierwszy niefortunny krok, jak się okaże. Sympatycznie obsłużona, wyszłam z owego salonu z pismem wyrażającym moją wolę przedłużenia umowy na nieco zmienionych zasadach niż poprzednia ( tzw. migracja na inną opcję – tańszą ). Pismo, opatrzone podpisami i pieczątkami miejsca akcji, znajdowało się w firmowej teczce z napisem:
Wszystko w porządku ( ironia losu – przypis mój ). Czas akcji – 13 czerwca b.r. – ale nie piątek! Ale nie było to jednak w porządku do końca, mimo b. wczesnego terminu podjęcia sprawy. A może niepotrzebnie tak wcześnie? – tego regulamin wszak nie zabrania? Nie było w porządku ze strony miłej obsługi zatajenie przede mną faktu, że wydany mi dokument to tylko zamówienie, a nie tzw.aneks do ustawy -podstawa prawna transakcji. Ten punkt pełni więc tylko rolę pośrednika miedzy klientem a TP, tą wielką hydrą , o czym dowiedziałam się z kolejnej interwencji na Błękitnej Linii, a więc zbyt późno, niestety. Mój stan zadowolenia z załatwionej sprawy brutalnie przerwała pierwsza faktura z połowy sierpnia, opiewająca na kwotę 298 zł mojej należności za usługę , w tym za samą neostradę aż…235 zł. I od tego sądnego dnia stałam się ofiarą, której głównymi rozmówcami są konsultanci nr 9393 ( na szczęście bezpłatnego – wielkoduszność tej hydry! ), którzy wykazują rozmaitą orientację w temacie i nikt mi jeszcze naprawdę nie odpowiedział, dlaczego zamówienie z 13.06 nie zostało zrealizowane , czyli nie skutkowało przesłaniem do mnie aneksu – kurierem lub pocztą, celem podpisania przeze mnie. Wysokość odpłatności wskazuje na fakt przypisania mi opcji umowy na czas nieokreślony, pod którą podpadają głównie maruderzy czy roztargnieni, którzy w odpowiednim czasie się nie opowiedzieli, co dalej. A przecież ja się opowiedziałam i do TP wpłynęło zamówienie na określoną opcję i słyszę od konsultantów, że takowe istnieje w ichniej dokumentacji , ale to nie jest produkt finalny i tyle…Do dziś trwają moje boje – czyli reklamacje i odwołania, przy czym wywalczyłam odroczenie zapłacenia za sierpniową fakturę do 25 . 09., wstrzymanie odsetek oraz cień uznawania winy systemu tepsy, a braku mojej winy. Tyle ze strony konsultantów spod 9393, u których różnie z kompetencją, ale w porządku z uprzejmością i opowiadaniem się po mojej stronie, co mnie nieco pociesza . Za to około 8.09 odebrałam sama na poczcie list polecony z TP ( listnosz znów zostawił awizo, choć byłam w domu –wrrr, druga fajna firma, jak wiadomo ), który donosi o negatywnej odpowiedzi na mą
pierwszą reklamację w związku z fakturą, bo ponieważ gdyż…. nie mają aneksu i mogę się odwoływać do sądu lub innych wymienionych instancji. Oczywiście, zrobiłam znów odwołanie telefoniczne od tej odpowiedzi i wysłałam na piśmie swoje informacje w sprawie na ich adres,
czyli do Katowic na ul.Bażantów, gdzie pewno toną pod nawałą listow z pretensjami od rodaków z całego kraju.Układanie tego pisma zabrało mi więcej czasu i energii niż urodzenie mego drugiego dziecka, bo nie umiem pisać takich listów jako osobnik emocjonalny, a ponadto wysłanie z szykanami kosztowało mnie ponad 5 zł. Za dzień lub dwa dojdzie do mnie faktura wrześniowa z równie wysoką ( pewno wyższą, bo więcej gadałam przez telefon) kwotą do zapłacenia, więc ratunku ludzie! I już nie mam siły, aby kontynuować obecną pisaninę, bo sama już się nią znudziłam, a wątpię, by ktokolwiek przeczytał więcej niż połowę, a moje dzieci znają przecież szczegóły. W pewnym sensie pisząc o tej sprawie upuściłam nieco złej krwi z siebie, wyplułam trochę toksyn i może będzie mi lżej na jakiś czas, bo końca to jeszcze nie widać – jak w programie Szymona Majewskiego, którym się będę rozśmieszać . Mam taką nadzieję, przynajmniej, a nadzieja jest ….itd. Ciąg dalszy sprawy kiedyś nastąpi…..

Żegnaj lato – witaj szkoło !

  • Napisane 5 września 2008 o 23:04

Wrzesień – zapowiedź jesieni niesie… i dobrze, bo miałam już dość tego „dynamicznego”lata, jak to ostatnio określają synoptycy niespokojną, grożącą burzami i innymi niespodziankami z nieba, pogodę.
Chyba mamy to już za sobą, przynajmniej na naszym kawałku kuli ziemskiej, bo w dalszych rejonach nadal szaleją żywioły, o czym donoszą nam mas-media.
Jednym słowem, im jestem starsza, tym rzadziej śpiewam – ” a mnie jest szkoda lata” , piosenkę znaną dinozaurom.
Upały bowiem mnie już męczą, a burzy boję się od dziecka, więc zaśpiewam raczej – „żegnaj lato na rok”, a wkrótce nawet – „chryzantemy złociste w kryształowym wazonie” ( u mnie najwyżej na stole z powodu braku fortepianu ).
Oprócz upałów i nawałnic ( na szczęście bez trąby vel tornada ) tego lata towarzyszyły mi ekipy robotników budowlanych za oknami, przesłoniętymi grubą folią, snujących się po wysokachnych rusztowaniach wokół mego 10 – piętrowego domu z różnymi hałaśliwymi narzędziami.
I jak nie odgłosy grzmotów, to warkot wiertarek, huk młotów, piski szlifierek tudzież inne niemiłe dźwięki pozostaną jako wspomnienie tego lata.
Ale za to stary blok po tej hałaśliwej renowacji prezentuje się zgodnie ze standartem europejskim i aż miło na niego patrzeć z zewnątrz, bo w środku jeszcze nadal brudno, chociaż nowe skrzynki pocztowe już zamontowane – też zgodnie z zarządzeniem i wzorcem UE.
Wrzesień – jak zwykle koniec letnich wakacji i początek nowego roku szkolnego, co mnie osobiście nie dotyczy już od dawna, ale z przyzwyczajenia wieloletniego jakoś odczuwam specyficzną atmosferę tego miesiąca.
W końcu przecież mam wnuczkę w wieku szkolnym, która właśnie rozpoczęła gimnazjalny etap swej edukacji i wraz z nią przeżywałam ten stresujący moment wkraczania w nowe, nieznane miejsce.
Przeżywałam wprawdzie na odległość, ale w pobliżu mam też młodocianą sąsiadkę, która w tym roku wystartowała już do ostatniej klasy gimnazjum, a poznałam ją 8 lat temu jako małą dziewczynkę z I kl. podstawówki.
I tak co roku we wrześniu życzę jej powodzenia w szkole, a bywa, że służę pomocą w pracach domowych czy pożyczaniu lektur.
A własne wspomnienia szkolne ciągle żywe, obecnie jeszcze bardziej przez kontakty i zdjęcia na N-k.
Lata szkolne to niewątpliwie przyjemny kawał mego życia – takie miałam szczęście jako uczennica, a i również jako nauczycielka.
Chwalę się – no, być może?


  • RSS