Przeglądasz archiwum Sierpień, 2008 .
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Poszukiwany – poszukiwana, czyli krewny w Ameryce

  • Napisane 22 sierpnia 2008 o 17:17

Jak pisałam w poprzedniej notce, większość czasu przed komputerem spędzam na N-k i właśnie jestem pod wrażeniem odkrycia, jakiego dokonałam.
Niczym Kolumb odkryłam Amerykę dla swoich potrzeb, a mianowicie poszukiwania pewnych niejasnych tropów rodzinnych, zagubionych śladów niektórych krewnych.
Ameryka, a ściśle USA, była ostatnim miejscem zamieszkania mego ulubionego ciotecznego brata, który, niestety, przestał się kontaktować z rodziną, czyli ze swymi siostrami ciotecznymi, od ponad 20 lat.
Po prostu przestaliśmy dla siebie istnieć, a moje dzieci w ogóle nigdy go nie widziały, jedynie na zdjęciach.
Ot, legendarny wujek Paweł, syn dawno nie żyjącej siostry ich babki ( zmarła w ostatnim roku okupacji ), chrzestnej ich matki, przy której grobie bywały tradycyjnie, wysłuchując ciągle tych samych wspomnień o śmierci młodej kobiety i osieroceniu małego chłopca.
Ja byłam wtedy 4-letnim dzieckiem , widocznym na zdjęciach z pogrzebu obok 6-letniego Pawełka i dwóch starszych od nas kuzynek, od których właściwie wiem coś więcej o tym fakcie, niż z własnej pamięci.
Tak więc było nas wtedy czworo ciotecznego rodzeństwa – dzieci trzech sióstr, a po latach doszedł do tej grupki mój dużo młodszy brat, słabiej z nami związany z racji wieku.
Bo w dzieciństwie i wczesnej młodości nasze kontakty były dość częste i żywe dzięki wspólnej babce, pobliskim miejscom zamieszkania i wzajemnej sympatii.
Ale z czasem oddaliliśmy się od siebie – różne szkoły i kręgi znajomych, starsze kuzynki wyszły za mąż itd…
I na razie tyle o tej dalekiej przeszłości, bo i tak nie opowiem tu wszystkiego o kolejach naszych losów, które mojego kuzyna Pawła przeniosły na inny kontynent, aby tam z żoną (nota bene z drugiego małżeństwa) i synem powiększyć grono Polonii amerykańskiej.
Tego syna poznałam jako niemowlę i zapomniałam jego imię, ale z grubsza kojarzyłam rok jego narodzin.
Ostatni raz widziałam się z kuzynem w latach 70-tych na pogrzebie naszej babki i wtedy nie mieszkał już w naszym mieście, ale w rodzinnych stronach swej drugiej żony, raczej daleko od nas.
Po stanie wojennym wyjechali do tejże Ameryki, gdzie nieco wcześniej przygotował im pewny grunt jego teść, mając tam jakieś powiązania.
Nasza rodzina miała jakieś nikłe wiadomości o tych faktach od żyjącego jeszcze wtedy ojca Pawła, a po jego śmierci już żadnej wiedzy.
Poza jedną istotną wiadomością z nekrologu w lokalnej gazecie, zamieszczonego przez kolegów z Politechniki, a przeczytanego przez jedną z kuzynek.
Wydawało mi się do niedawna, że było to juz po r.2000-nym , ale teraz mam dokładną informację o zgonie kuzyna, który miał miejsce w październiku 1999 r.
A uzyskałam tę wiedzę właśnie dopiero co, dzięki wytropieniu syna Pawła na portalu N-k i to zupełnie przypadkowo, bo wcześniejsze celowe poszukiwania nie dały rezultatu.
Służąca do tego opcja – „szukaj znajomych” postawiła przede mną wybór spośród 630 osób zapisanych pod tym nazwiskiem, a imienia syna wszak nie pamiętałam, jak również dokładniejszego miejsca zamieszkania, niż po prostu USA.
Nie przypuszczałam, że to takie częste nazwisko ( ani Kowalski, ani Nowak ), choć występuje także w fabule serialu „Oficerowie” ( właśnie oglądam w powtórkach wakacyjnych TV) i wciąż mi przypominało o moich poszukiwaniach.
I zadziałał zwykły przypadek w połączeniu z moim wścibstwem w oglądaniu znajomych moich bardziej i mniej znajomych.
I tak natknęłam się na zdjęcie młodego człowieka o tymże nazwisku i imieniu Janek, właśnie z USA.
Jego twarz, tak podobna do mego kuzyna, zbudziła we mnie wręcz pewność, że to właściwy trop, ale musiałam uzyskać formalne potwierdzenie.
Wysłałam więc wiadomość z konkretnym zapytaniem, popartym danymi o poszukiwanym krewnym i niedawno otrzymałam to potwierdzenie, wraz z radosnym zdziwieniem – „jaki mały jest teraz świat dzięki internetowi”.
Janek już pojawił się wśród moich znajomych i wymieniliśmy kilka listów z informacjami.
Cieszy mnie jego żywa i sympatyczna reakcja oraz zainteresowanie nieznaną rodziną, a mogło być różnie.
Janek ma 42 lata i od 24 lat mieszka niezmiennie w stanie Conecticut ze swą nową rodziną oraz żyjącą nadal matką.
Pracuje jako inżynier w dużej firmie, w której pracował również mój kuzyn, także inżynier – zresztą podobnie jak i jego ojciec, a mąż mojej dawno zmarłej ciotki.
Mam więc już kolejny przyczynek do dziejów swej rodziny lub ważną gałąź do drzewa, nad czym nieskutecznie pracuję, mimo ponagleń ze strony syna.
A syna właśnie zaskoczyłam tą „bombową wiadomością”, choć on nadal niechętnie nastawiony do N-k, ale ucieszony entuzjazmem matki na tym polu.
Sama otrząsam się powolutku z wrażenia, o którym tu, niniejszym donoszę.

Czekając na powrót weny…

  • Napisane 12 sierpnia 2008 o 06:27

Jestem, jestem – jakby się kto pytał, chociaż nie piszę na blogowym poletku, bo sobie po prostu wzięłam urlop, mimo że nie jestem człowiekiem pracy.
Zadziałało chyba stare przyzwyczajenie do wakacyjnej przerwy plus rozleniwienie, a może nawet przegrzanie opon mózgowych?
A może to moja wena opuściła mnie i wybyła gdzieś na letnie wywczasy?
I gorzej, jeśli nie zechce wrócić z tych wojaży…
Czasem mi się śni, że piszę nową notkę i na drugi dzień ze zdziwieniem nie znajduję jej w Necie.
Przy komputerze siedzę w późnych godzinach wieczorowo – nocnych, czytając znajome blogi i czasem komentując, ale też rzadko.
Prawdę mówiąc, zbyt wiele czasu zajmuje mi portal Nasza Klasa, na którym się bardzo udzielam w grupce podobnych entuzjastów i to z mojego przedziału wiekowego, bo znalazło się nas takich kilkoro i tworzymy towarzystwo wzajemnej adoracji – niektórzy wspomagani przez dzieci lub nawet wnuki.
Akurat moje dzieci w ogóle się w to nie bawią, a matka sobie sama daje radę w tejże materii.
Odnaleźli się moi uczniowie z mojej kilkuletniej tylko i bardzo dawnej pracy nauczycielskiej w pewnej szkole zawodowej.
Dzieliła nas nieduża różnica wieku, więc dziś to też babcie i dziadkowie, którzy piszą do mnie miłe i ciepłe słowa, jakby szkoła nigdy nie dała im w kość i była ich ulubionym miejscem, a polonistka najmilszą nauczycielką.
Bo pewnie, szkoła to zarazem młodość, którą wspomina się najmilej i widzi trochę nieostro przez sentymentalną mgiełkę.
Ponieważ krótko pracowałam w tym zawodzie, a klasy nie były liczne, pamiętam do dziś bardzo wielu z tych ludzi – ich nazwiska, czasem też imiona, choć też wielu nie rozpoznałabym na żywo, tak bardzo się zmienili.
Mogę też mieć satysfakcję, że wypowiadają się poprawnie po polsku!
I tu już poniosła mnie pycha, bo jaka tam moja w tym zasługa, a jeśli nawet, to niewielka, bo liczni z nich uzupełniali swoje wykształcenie w różnych technikach czy liceach wieczorowych, czytali swoim dzieciom i wnukom obecnie, bo właściwie głownie tacy ludzie zameldowali się na N -k.
Z przykrością odnotowujemy odejście z tego świata niektórych – i nauczycieli, i uczniów, o czym nie zawsze mieliśmy wiedzę, nie mając kontaktu.
Może ten portal ma swoje ciemne strony, o czym słyszałam i czytałam, jak wszystko zresztą w działalności ludzi i w odbiorze przez innych.
Nie oceniam go generalnie, a wyrażam jedynie subiektywne odczucia.
I nieco kolokwialnie – mi pasuje i tyle …
To moja rozrywka na urlopie obok lektury Harrego Pottera ( ostatni tom – pożyczony od wnuczki ) oraz W.Kopalińskiego – Drugi kot w worku , czyli z dziejów nazw i rzeczy ( wyd. z 1978 r. – pożyczone z mojej biblioteki – miejsca drugiej i ostatniej pracy). Jeszcze wracam do urlopowania i słodkiego leniuchowania, oczekując na powrót weny…


  • RSS